autorka bloga:
Agata Ziółkiewicz


kontakt piece_of_glass(at)gazeta.pl





follow on Bloglovin

Follow i_like_design's board photo on Pinterest.


Zawartość bloga: notki, wybór tematów, zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, ale zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note.
I do not have any rights to the photos featured on this page.
All photos are credited to their rightful owners.


polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | film | książka | mistrzowie | moda | odkrycia | one photo | portret | vintage
RSS
piątek, 28 stycznia 2011
projekt: Indonezja

Tak mógłby nazwać swoje fotografowanie Hengki Koentjoro.

 

 

 

fot. Hengki Koentjoro

Indonezja to miejsce gdzie mieszka.
Indonezja to główny temat jego kwadratowych kadrów.
Indonezja - wyjątkowo - w czerni i bieli.

Zachwycający jest krajobraz: góry, ocean, las, mgła.
Równie mocno
fascynuje go to co pod wodą.

 


 

 

 

fot. Hengki Koentjoro

Więcej zdjęć znajdziecie na stronie autorskiej Hengki Koentjoro i tutaj.

 

 

fot. Hengki Koentjoro

I like photo na facebooku - zapraszam.

22:44, piece_of_glass , odkrycia
Link
środa, 26 stycznia 2011
chineczka

Mała chińska dziewczynka - Iza.
Mieszka w Hongkongu.
Poznaje świat poprzez sztukę i podróże.
Pełna energii, ciekawości świata.
Mała filozofka.

Moje spotkanie z nią zaczęło się od tego zdjęcia.

 

fot. www. izakoo.blogspot.com

Zapewne w Polsce też jest cała masa takich dziewczynek.
Coś jednak sprawiło, że ten blog Izakoo przeglądałam z dużą ciekawością.
Tak, egzotyka fascynuje. Ciekawi mnie jak się żyje na drugim końcu świata.

Poza tym ta opowieść z życia małej chińskiej dziewczynki jest inna: bezpretensjonalna, prosta, szczera.
Są chwile radości i smutku. Jak to w życiu.
Widać nieustający zachwyt mamy Alliot nad swoim dzieckiem.
Rodzice Izy są - jak sądzę - artystami, dużo podróżują. A mała Iza z nimi.
Odwiedza muzea, wystawy sztuki współczesnej.

Zdjęcia na blogu są różne, lepsze i gorsze. Są zabawy photoshopem i łapanie chwili.
Ale to nie ma znaczenia. Najważniejsze są emocje i zapis chwili, która mijają tak szybko.

A dlaczego w ogóle piszę o tym blogu?
Bo chciałabym Wam przypomnieć: FOTOGRAFUJ swoje DZIECI!
To dobra szkoła fotografii, ale i życia.
A te zdjęcia, po latach, są nie do przecenienia.

I like photo na facebooku - zapraszam.

17:59, piece_of_glass , odkrycia
Link
niedziela, 23 stycznia 2011
Vivian Maier - amerykańska niania i jej pasja

O tym niezwykłym fotograficznym odkryciu pisałam w 2009 roku w notce 'Vivian Maier - fotograf odnaleziona przypadkiem'.
Pisząc tamtą notkę opierałam się na tych informacjach, które znalazłam na blogu jej poświęconym.
Dziś wracam do tematu także dzięki filmowi, który ktoś mi podesłał (wielkie dzięki!).

 

fot. Vivian Maier

Vivian Maier jest swego rodzaju fenomenem, tajemnicą.

Urodziła się w Nowym Jorku, w rodzinie austriacko-francuskich imigrantów.
Dorastała jednak we Francji. Po powrocie do Stanów zamieszkała w Chicago, pracując przez blisko 40 lat jako opiekunka do dzieci.
Była też krytykiem filmowym, socjalistką, feministką. 
I fotografem.

Nie rozstawała się z aparatem fotograficznym.
Prawdopodobnie jako fotograf była samoukiem, ale dobrze znała mistrzów fotografii - świadczą o tym książki, albumy, które posiadała.

 

 

 


fot. Vivian Maier

Fotografowała życie w dużych amerykańskich miastach: Nowym Jorku, Chicago.
Ale pojawiają się też zdjęcia z jej podróży po świecie (może więc nie żyła aż tak skromnie, skoro mogła sobie pozwolić na dalekie podróże?).
Większość udostępnionych fotografii jest czarno-biała, choć pojawiają się też kolorowe kadry.

To fotografia uliczna.
Fotograficzny zapis miejsca i czasów.
Choć określenie 'zapis' nie jest najwłaściwsze, bo w tych kadrach jest dużo więcej.

 

 

fot. Vivian Maier

Mam wrażenie, że do jednych z jej ulubionych tematów należały portrety dzieci i starszych pań. (Choć to bardzo subiektywne i oparte na małym wycinku tego co mogłam zobaczyć na stronach jej poświęconych).
Zwracała uwagę na szczegóły.
Z jakiegoś powodu to co zatrzymywała w kadrze było dla niej istotne.


Co myślała o świecie, o otaczającej ją rzeczywistości?
Czy wiedziała jak dobre zdjęcia robiła?
Dlaczego fotografowała?
Dlaczego tyle zdjęć pozostało w rolkach, których nigdy nie wywołała?
Co jeszcze kryje się w tym ogromnym zbiorze 100.000 negatywów, zdjęć i rolek?

John Maloof, jej odkrywca i właściciel tego skarbu, wciąż pracuje nad pełnym obrazem tej enigmatycznej fotografki.
Na wiele pytań już uzyskał odpowiedź, ale przybyły następne.

Przed nim jeszcze kilka lat mrówczej pracy.

Projekt wzbudził ogromne zainteresowanie.
W Chicago trwa właśnie pierwsza wystawa fotografii Vivian Maier (do 3 kwietnia; wstęp wolny). Zapowiadany jest film dokumentalny (powstanie którego można wesprzeć, zobacz tutaj) oraz kolejne wydarzenia.
A przede wszystkim odkrywane są kolejne zdjęcia Vivian Maier, które pracowicie skanuje i archiwizuje John wraz z grupą współpracowników.

Nie wiem jak wy, ale ja co jakiś czas powracam na ten blog poświęcony Vivian Maier by podziwiać nowe zdjęcia i wracać do tych, które już raz widziałam.

fot. Vivian Maier

Równolegle warto też zajrzeć na stronę kolekcji Jeffa Goldsteina.
Polecam waszej uwadze także artykuł w 'New York Times' oraz w 'Chicago Magazine'.
Oba teksty przynoszą garść ciekawych informacji, ale też pierwsze oceny pracy Maier - na co według mnie jest dużo za wcześnie.
Przywołuje się nazwiska takie jak Harry Callahan,
Yasuhiro Ishimoto, Garry Winogrand, ale odmawia się Maier ich wielkości, twierdząc, że brakowało jej dystansu. A ja mam wrażenie, że chodzi o coś jeszcze - po prostu trudno uwierzyć, że jakaś tam niania mogła robić zdjęcia mogące się równać z mistrzowskimi kadrami. Niania? Kobieta? Fotograf-amator?
Spokojnie, poczekajmy jeszcze trochę z tymi ocenami i podsumowaniami. A póki co oglądajmy zdjęcia, choćby dla własnej przyjemności.

I like photo na facebooku - zapraszam.

20:41, piece_of_glass , odkrycia
Link Komentarze (4) »
środa, 19 stycznia 2011
ćwicz

Bo... ćwiczenie czyni mistrza. I mistrzynię.

 

fot. Bruce Davidson

Oni też ćwiczyli.

 

fot. Philippe Halsman

 

fot. Eve Arnold

Kto jeszcze? Polecam mały przegląd.
A potem biegiem na siłownię.

I like photo na facebooku - zapraszam.

23:20, piece_of_glass , portret
Link
sobota, 15 stycznia 2011
René Maltête i koincydencje

Są fotografowie, wcale może nie wybitni, którzy swoimi zdjęciami nie tylko pokazują otaczającą ich rzeczywistość, ale przekazują coś znacznie więcej.
A to dzięki ich poczuciu humoru połączonemu z niezwykłą spostrzegawczością.
Do takich osób z pewnością należał René Maltête, fotograf francuski (1930 - 2000).


 

 


fot. René Maltête

Jego fotografie zdają się mówić: patrz uważnie! miej oczy szeroko otwarte!

Francuz z wielką życzliwością przyglądał się światu, łapiąc zabawne chwile.
Jego bystre oko zauważało rozmaite koincydencje, przypadkowe połączenia, które on zamykał w kadrze tworząc tym samym celne komentarze czasu i miejsca.

 



fot. René Maltête

Maltête zaczął robić zdjęcia jako 16-latek, by w latach 50-tych XX wieku przyjechać do stolicy Francji i zacząć pracę jako asystent reżysera (pracował m.in. z Jacquesem Tati).
Czasy nie były łatwe, więc podejmował się wielu zadań.
I cały czas fotografował.
W 1960 roku ukazała się jego pierwsza książka z fotografiami Paryża, potem przyszły kolejne.

 

 


fot. René Maltête

Jego zdjęcia chętnie publikowały rozmaite magazyny na całym świecie.
I trudno się dziwić, bo w tych zdjęciach oprócz humoru jest też poezja, sympatia do świata i swego rodzaju czułość.
I aż chciałoby się zobaczyć więcej i więcej jego zdjęć.
Pewna część jego dorobku jest dostępna w internecie - polecam waszej uwadze tę stronę, a w szczególności tę galerię.


fot. René Maltête

Dziś to łapanie różnych ciekawych, zaskakujących kadrów to często ulubione zajęcie streetowców (street photography promuje np. galeria in-public, także wspomniana już na tym blogu). I są w tym równie dobrzy, by przypomnieć choćby Matta Stuarta, o którym kiedyś wspominałam tutaj.
Ale to już jakby inna opowieść.

I like photo na facebooku - zapraszam!

22:36, piece_of_glass , odkrycia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3