autorka bloga:
Agata Ziółkiewicz


kontakt piece_of_glass(at)gazeta.pl





follow on Bloglovin

Follow i_like_design's board photo on Pinterest.


Zawartość bloga: notki, wybór tematów, zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, ale zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note.
I do not have any rights to the photos featured on this page.
All photos are credited to their rightful owners.


polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | film | książka | mistrzowie | moda | odkrycia | one photo | portret | vintage
RSS
niedziela, 23 lutego 2014
Sarah Moon i barwy

To jedna z tych artystek do której powracam i wciąż mnie ona zachwyca. 
Przyciąga tajemnicą i malarskim podejściem do fotografii.
Sarah Moon.
Fotografuje modę, ale nietypowe to zdjęcia. To nie magazynowy glamour do którego przywykliśmy. Jej zdjęcia są jedyne w swoim rodzaju.
Eleganckie, poetyckie, czasem nieco mroczne, prawie zawsze melancholijne. 
Oglądając je bardzo często mamy wrażenie, że znajdujemy się w zupełnie innej przestrzeni i czasie.

 

 

 


fot. Sarah Moon 

‘For me, black and white is closer to introspection, to memories, to loneliness and loss, I don’t see the same in colour – it’s another language, a living language.”

“I think of colour as more of a common language. More generous, more open, not transposed, the language of the real. When I shoot flowers or any still life, or fashion, colour forces me to be more abstract, I have to make the effort to transpose it, in order to get closer to what it was that first impressed me’.

 

'Dla mnie biel i czerń bliższa jest introspekcji, wspomnieniom, samotności i stracie. Nie widzę tego samego w kolorze - to inny język, żywy język".
 

'Myślę o kolorze jak o wspólnym języku. Bardziej hojnym, otwartym, bez przeniesień, języku rzeczywistości. Kiedy fotografuję kwiaty albo martwą naturę albo modę, kolor zmusza mnie to większej abstrakcji, zmusza do wysiłku by przemienić to [co widzę] po to, by przybliżyć się do tego co pierwsze zrobiło na mnie wrażenie". 


 

 

 

 

fot. Sarah Moon

 

Czarno-białe prace Moon prezentowałam wcześniej tutaj, artystka pojawiła się też w kolorze.
A jeśli jesteście albo w najbliższym czasie będziecie w Londynie, to warto zajrzeć do Michael Hoppen Gallery. Tam właśnie do 4 kwietnia 2014 prezentowane są prace Sarah Moon na wystawie zatytułowanej 'About colour'. Wystawa prezentuje nowe prace i starsze, ale dotąd niepublikowane. 



I like photo na facebooku - zapraszam. 

21:06, piece_of_glass , moda
Link
piątek, 14 lutego 2014
ferrotypia i gwiazdy

Te fotografie są tak niezwykłe, że koniecznie muszą się znaleźć na blogu I like photo.
A są to fotografie wykonane przez Victorię Will, fotografkę z Nowego Jorku.

 

 

 

 

fot. Victoria Will

Zdjęcia powstały jako projekt w związku z Festiwalem Filmowym Sundance.
Udział w sesji wzięły współcześni aktorzy i aktorki, ale zdjęcia są bardzo niecodzienne. Wykorzystano bowiem techniki fotograficzne sprzed 150 lat, a dokładniej mówiąc: ferrotypię, rodzaj techniki kolodionowej. Konieczne było też odpowiednie oświetlenie oraz przygotowanie modeli - makijaż. 
Proces robienia takiego zdjęcia jest nieco dłuższy niż zwykle i mam wrażenie, że ten fakt, ale też i cechy samej ferrotypii, której efektów nie można do końca przewidzieć czy zaplanować, sprawiły, że te portrety są tak magnetyczne i uwodzicielskie. Piękne po prostu. Każde ma swoją tajemnicę.
I naprawdę nie jest ważne czy rozpoznaje się sławną osobę czy nie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Victoria Will

Więcej tutaj i tutaj.
Temat szlachetnej metody już także niegdyś się pojawił.

I like photo na facebooku - zapraszam. 

19:09, piece_of_glass , portret
Link
sobota, 08 lutego 2014
leniwa niedziela

To spotkanie zaczęło się od zdjęcia idealnego na weekend.

 

fot. Eva Besnyo

Fotografia, zrobiona prawdopodobnie w Amsterdamie, zaprasza do odpoczynku.
Leniwa niedziela - tak można by zdjęcie zatytułować.


Jego autorką jest Eva Besnyö (1910–2003), fotografka holenderska urodzona na Węgrzech. 
Jej życie, tak prywatne jak i artystyczne, wyznaczyły trzy miasta.
Budapeszt. Berlin. Amsterdam.
To tam wydarzyły się rzeczy istotne.

Budapeszt to początek.
Tu przyszła na świat, tu uczyła się fotografować w studio Józsefa Pécsi.

 

fot. Eva Besnyo

Berlin to dojrzewanie i przebudzenie artystyczne.
Przyjechała tu mając 20 lat wraz z grupą fotografów. László Moholy-Nagy, Martin Munkácsi, György Kepes i Endre Friedmann (czyli Robert Capa) pojawili się w Berlinie w 1930 roku i trafili w sam środek artystycznego świata. I choć spędziła tu tylko dwa lata, naznaczyły one jej twórczość i myślenie o fotografii.

 

 

fot. Eva Besnyo

Amsterdam to wszystko co najważniejsze.
Z Berlina musiała uciekać, bo nacjonalizm robił się coraz bardziej niebezpieczny i szybko rósł w siłę, a Eva była Żydówką.
Amsterdam stał się jej domem już na zawsze. Tu trafiła w niezwykle twórcze środowisko awangardowych artystów. Uczestniczyła w wielu wystawach, otworzyła własne studio i dość szybko stała się znaczącą postacią holenderskiej sceny artystycznej.

 

 

fot. Eva Besnyo

Evę Besnyö
 zawsze interesował człowiek. Dlatego jej zdjęcia zatrzymują w kadrze dziejące się życie. Często i chętnie fotografowała dzieci. Bystrym okiem obserwowała otaczający ją i zmieniający się świat.
To zdjęcie cygańskiego chłopca należy do najbardziej znanych jej kadrów.


fot. Eva Besnyo

W czasie wojny musiała się ukrywać, ale przetrwała (jej ojciec nie miał tyle szczęścia, zginął w Auschwitz).
Późniejsze lata przyniosły artystyczną zmianę: zmuszona była porzucić reportaż i fotografię uliczną na rzecz prac komercyjnych. 
W 1955 roku jej zdjęcia pojawiły się na słynnej wystawie 'Family of Man'.
W latach 70. Eva Besnyö zaangażowała się w holenderski ruch kobiecy 'Dolle Mine'.
Fotografowała niemal do końca życia.


fot. Eva Besnyo

Mam wrażenie, że Eva Besnyö wymyka się jednoznacznej ocenie. 
Kiedy w 2012 roku odbyła się jej pierwsza retrospektywna wystawa w paryskiej Jeu de Paume, John Yau w swojej recenzji napisał:

"Ranging from the experimental to the photojournalistic, from street scenes to portraits, and from new architecture to the aftermath of the aerial bombardment of Rotterdam, July 1940, Besnyö explored the different terrains that photography was opening up, while at the same time helping to define them. The various bodies of work make it difficult to characterize her… she seems to have no signature body of work, which is one of her abiding strengths. Just when you think you have gotten some sense of her, she slips through your fingers."

"Począwszy od fotografii eksperymentalnej po reportaż, od scen ulicznych po portrety, od nowej architektury po następstwa lotniczego bombardowania Rotterdamu w lipcu 1940, Besnyö eksplorowała różne tereny, na które fotografia się otwierała, próbując jednocześnie je zdefiniować. Ta różnorodność jej prac powoduje, że trudno ją zdefiniować... wydaje się jakoby nie miała własnego podpisu, co jest jej siłą. Kiedy myślisz, że masz już jakieś pojęcie o niej, ona wymyka się przez palce."

 

 

fot. Eva Besnyo

Więcej o tej fotografce można przeczytać tutaj.

I like photo na facebooku - zapraszam.  

23:07, piece_of_glass , odkrycia
Link
poniedziałek, 03 lutego 2014
światło

Chłopiec.
Ucho, oko, drobne włoski na przedramieniu.
Chwila.
Chwila jakich wiele, ale niepowtarzalna. 

Światło.
Najważniejszy element każdego zdjęcia.


fot. Willy Ronis

I like photo na facebooku - zapraszam. 

22:25, piece_of_glass , mistrzowie
Link