autorka bloga:
Agata Ziółkiewicz


kontakt piece_of_glass(at)gazeta.pl





follow on Bloglovin

Follow i_like_design's board photo on Pinterest.


Zawartość bloga: notki, wybór tematów, zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, ale zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note.
I do not have any rights to the photos featured on this page.
All photos are credited to their rightful owners.


polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | film | książka | mistrzowie | moda | odkrycia | one photo | portret | vintage
RSS
środa, 23 kwietnia 2014
Znaki szczególne

Tym razem, wyjątkowo, oddaję głos komuś innemu. A to dlatego, że chciałabym was zachęcić do zajrzenia do pewnej książki.
Dla jednych będzie to nieco sentymentalna może podróż w czasy dzieciństwa, mniej lub bardziej beztroskie.  
Dla innych - niezwykła podróż w czasy z nie tak znów dalekiej przeszłości, czasy bez internetu i wielu rzeczy, które (pozornie) ułatwiają nam życie. 
Całość przenosi nas w czasie, odrobinę tylko, niedaleko.

Każdy z nas ma takie swoje 'miejsca prywatne', miejsca znaczące, przedmioty, zachowane albo zapamiętane, czasem symbole a czasem zwyczajnie pamiątki. 
I tęsknimy nie tyle za tym żeby powrócić do tamtych lat, bardziej może chcielibyśmy odzyskać tamtych siebie: ciekawych, głodnych świata i przygód, nawet nieco naiwnych i niemądrych. Ta książka może nas tam zabrać, pomóc naszej pamięci albo przywrócić niektóre wspomnienia, które zagubiliśmy w szalonym biegu naszej codzienności.

Warto zajrzeć do tej książki nie tylko ze względu na tekst, ale i zdjęcia. 
'Znaki szczególne' Pauliny Wilk z fotografiami Kuby Kamińskiego. 

 

Najlepiej miażdżył monety ekspres Moskwa-Berlin, który przejeżdżał po trzeciej po południu. To był w ogóle najlepszy pociąg, najważniejszy. Mijał nas najszybciej i najbardziej obojętnie, z taką gwałtownością i powagą, że odsuwaliśmy się od torów dalej niż zwykle. Śledziliśmy wagony, wypatrując sypialnych i kuszetek opisanych w obcych językach.

 

Przychodziłam na dworzec o czwartej rano, żeby złapać pierwszy pociąg do domu. Z nogami ciężkimi po pracy w nocnym klubie, gdzie jako kelnerka obsługiwałam "młode wilki" polskiego biznesu, spacerowałam wzdłuż peronu, wypatrując w tunelu błysku świateł. Mijałam ciała bezdomnych, ułożone równo pod ścianą, obleczone śpiworami i kocami. Obserwowałam je, sprawdzając, czy co noc zjawia się ta sama grupa. Liczba osób mniej więcej się zgadzała, podobnie jak kolejność, w jakiej kładły się do snu.

 

Byliśmy klientami dorastającymi w kapsule przyspieszonej edukacji konsumenckiej. Nie kupowaliśmy nowości w ciemno, by sprawdzić, jak smakują. Ich wartość znaliśmy już z reklam, puszczanych przed Wieczorynką, która też się gwałtownie umiędzynarodowiła. 

 

Podziały zarysowały się tak precyzyjnie, jakby istniały od zawsze, tylko dotąd przysypane były warstwą kurzu. Teraz na nowo nas określiły. Wizyta w kiosku czy dużym sklepie Społem już nie gwarantowała spotkania z kimś znajomym - mnożyły się małe sklepiki, prywatne inicjatywy, wokół których gromadziły się osobne grupy klientów, manifestujących swoją konsumencką lojalność, a jednocześnie odgradzających się od innych. Ostentacyjnie omijane Społem brało cięgi za kilkadziesiąt lat spożywczego socjalizmu, choć nowych towarów miało w bród.

 

Mój tata jest zdecydowanym przeciwnikiem wyrzucania czegokolwiek. Altankę przekształcił w bezterminowe sanatorium dla sprzętów, które wcześniej zostały upchnięte w pawlaczu, następnie zniesione do piwnicy, wreszcie - wyeksmitowane na działkę. Tam ostatnich dni doczekał radiomagnetofon Kasprzak, przyjaciel moich pierwszych muzycznych fascynacji.

Więcej:


I like photo na facebooku - zapraszam. I tym razem szczególnie zapraszam, bo czeka tam na was niespodzianka.

21:02, piece_of_glass , książka
Link
wtorek, 22 kwietnia 2014
brak

Niemal każdy, kto interesuje się historią fotografii, zna dobrze to nazwisko.
August Sander, fotograf niemiecki.

"Po wojnie rozpoczął realizację ogromnej, nigdy nieukończonej pracy, która miała nosić tytuł Menschen des 20. Jahrhunderts. Miała ona być dokumentacją, przedstawiającą szerokie spektrum ludzi żyjących w XX-wiecznych Niemczech. Zdjęcia podzielone miały być na siedem grup, odpowiadających siedmiu klasom społecznym. Sander zamierzał zatem sportretować zarówno chłopów, robotników i bezrobotnych, jak i studentów, artystów i polityków. Część zdjęć z planowanych pięciuset opublikował w wydawnictwie zatytułowanym Znak czasu (Antlitz der Zeit). Zamieszczone tam fotografie cechuje prostota i bezpośredniość, staranna kompozycja i oświetlenie. Zdjęcia są pozowane, a modele, umieszczeni w swoim naturalnym środowisku (np. cukiernik w kuchni przy pracy), często patrzą wprost w obiektyw." Tyle o projekcie życia Sandera pisze wikipedia, więcej można przeczytać także tutaj.
Wybrane zdjęcia obejrzeć można tutaj

 

 

fot. August Sander, Michael Somoroff

Sander to mistrz portretu bezpośredniego. Każdy jego bohater był fotografowany podobnie, niezależnie od statusu społecznego.
Te portrety są fascynujące. 
I powracają, czy też raczej znikają, w projekcie pewnego nowojorskiego fotografa.
Michael Somoroff wybrał kilka ikonicznych fotografii Sandera i korzystając z najnowszych technologii wymazał ludzi z kadrów. To co było głównym tematem, treścią - zniknęło. Projekt nazwał Absence of Subject - Nieobecność podmiotu.

A jednak nie wszystko zniknęło, fotografie przemawiają do nas nadal, ową nieobecnością, brakiem.

Wymazywanie to nie jest aktem zaprzeczenia istnienia, chęcią wymazania wybranych postaci z historii, jak to bywało w niektórych materiałach dokumentalnych czy propagandowych (i pewnie zdarza się i dziś). Cel tego wymazywania był inny. Wymiar był filozoficzny, egzystencjalny, a nie historyczny czy polityczny. I żaden dyktator nie miał w tym przypadku nic do powiedzenia.
Nie chodziło tu także o brak szacunku wobec Sandera, przeciwnie, jest to osobliwy rodzaj hołdu, rozmowa poprzez sztukę, poprzez obraz.

Somoroff zaczął swoją pracę w 2000 roku, projekt zajął mu w sumie 7 lat. Współpracował przy nim z wnukiem słynnego fotografa - Julianem Sanderem.

“The idea that drove ‘Absence’ is that there is a philosophical discussion in terms of our existential condition, ” Somoroff told me. “What really is our relationship to God or our relationship to being? The answer to that - universally found in all religions - is that we are a part of a whole. In so being, we are an expression of a lack. In essence, ‘Absence of Subject’ is about that lack.” 

"Ideą, która stoi za 'Nieobecnością' jest filozoficzna dyskusja o naszej kondycji egzystencjalnej," powiedział mi Somoroff. "Co naprawdę jest naszą relacją z Bogiem albo naszą relacją względem istnienia? Odpowiedzią jest - znalezione we wszystkich religiach - to, że jesteśmy częścią całości. I jako takie istnienie, jesteśmy wyrazem braku. W istocie, 'Nieobecność podmiotu' jest o braku." [cyt. z newyorker.com; tł. moje]

 

 

fot. August Sander, Michael Somoroff

Coś jednak każe mi się zapytać: czy to jeszcze fotografia? A może raczej jej brak?
Może to po prostu projekt artystyczny? Bo jednak trudno powiedzieć, że Somoroff fotografował. Podjął pewne działania, by zrealizować projekt, ale czy w tym przypadku był jeszcze fotografem?

 

 

 

 

 

 

fot. August Sander, Michael Somoroff

Ale można by tu zarazem otworzyć szeroką dyskusję na temat współczesnej fotografii w ogóle, czym jest, jakie są jej granice, na ile rozwój technologii sprawił, że od fotografii czystej jesteśmy już bardzo daleko i że coraz częściej oglądamy połączenie fotografii i grafiki. Na blogu brak na to miejsca, ale warto się zastanowić nad tą kwestią. 

I like photo na facebooku - zapraszam.

20:52, piece_of_glass
Link
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
piękna Hiszpanka

Po świętach nic lepiej nie smakuje jak kromka chleba z masłem.
Po obejrzeniu setek tysięcy współczesnych zdjęć nic tak nie cieszy oka jak... autochrom znaleziony przypadkiem.

Autochrom ten powstał w latach 20. XX wieku, a jego autorem jest Jules Gervais-CourtellemontW wikipedii czytam, że był to francuski fotograf, który zasłynął kolorowymi autochromami wykonanymi podczas I wojny światowej. Fascynował go szeroko rozumiany Orient. Pracował dla 'National Geographic'. Kto ciekaw, może poszukać więcej. A piszę o nim dlatego, że dziś, przeglądając jedną ze stron/blogów poświęconych fotografii retro, zobaczyłam to oto zdjęcie.

 

fot. Jules Gervais-Courtellemont  

Fotografia przedstawia mieszkankę gminy Lagartera w Toledo. 
Ubrana w tradycyjny strój młoda kobieta przyciąga wzrok. Pozuje z ledwie ukrywaną obojętnością. A obraz zachwyca. I powodem jest nie tyle niebanalna uroda Hiszpanki, ile niezwykła malarskość tego zdjęcia.
Więcej takich przypadkowych odkryć mi trzeba.  

I like photo na facebooku - zapraszam.

22:03, piece_of_glass , odkrycia
Link Komentarze (1) »
środa, 16 kwietnia 2014
tajemnice nocy

Kiedy ty układasz głowę do snu, on wychodzi z domu. Idzie fotografować miasto nocą.
Tropi sobie tylko wiadome ślady.
Czego szuka?
Przygody? Tajemnicy? Miłości? Zbrodni?
Mniejsza o to czego szuka, intrygujące jest to co znajduje i zamyka w kadrze.


fot. Jason Langer

To kadry czarno-białe. Wydawać by się mogło, że powstały dawno temu, ale nie, są współczesne, to koniec XX wieku i XXI wiek.
Patrzymy więc na to współczesne miejskie życie i mamy dziwne wrażenie, że gdzieś już widzieliśmy podobne obrazy. Na myśl przychodzą stare filmy kina noir, kryminały Raymonda Chandlera, czasem skojarzy się Edward Hopper.
Amerykańskie wielkomiejskie historie, pełne własnych tajemnic.
Historie nieopowiedziane, niedopowiedziane.
Obrazy, które mogły by być początkiem albo końcem opowieści.

  

 

 

 

 

 

 

 

fot. Jason Langer

Autorem tych zdjęć Jason Langer, fotograf amerykański.
Urodził się w 1967 roku w Arizonie, dorastał i mieszka w Oregonie. Fotografię odkrył gdy miał dwadzieścia lat. Przez pewien czas był asystentem Michaela Kenny. Oprócz tego, że zajmuje się fotografią, realizując autorskie projekty, także uczy, prowadzi warsztaty, dzieląc się wiedzą, spojrzeniem na świat, filozofią sztuki.

Fotografia bowiem to dla niego sztuka, której poświęca się niemal bez reszty. Niemal, bo ma też świadomość tego, że jest codzienne życie, rodzina.
W wywiadzie mówi ciekawą rzecz (w konktekście naszej kultury natychmiastowości) o tym, że zdjęcia powinny poleżeć nieco w szufladzie, poczekać na swój czas. Czy też może inaczej: że zanim zdecydujemy się pokazać swoje prace światu, powinniśmy długo pracować nad warsztatem, własnym głosem, własną opowieścią. 10 lat. Tyle według Langera trzeba by znaleźć swoją drogę, by być dobrym. By być artystą-fotografem. Bo mowa tu o fotografii rozumianej jako sztuka piękna.

Fotograf opowiada o swojej fascynacji podświadomością, symbolizmem, starym kinem:  'The monsters, the demons, sexuality, suppressed feelings, darkness, the unknown. All of those things are compelling to me. I’m interested in those secret rendezvous late at night'. / 'Te monstra, demony, seksualność, stłamszone uczucia, ciemność, nieznane. To wszystko rzeczy mnie zniewalające. Interesują mnie te tajemnicze spotkania późno w noc.' 
Wiele tego o czym mówi można dostrzec w jego fotografiach, ale to my patrząc opowiadamy sobie różne historie, to z tego połączenia fotograf-widz wyłania się to co najciekawsze: opowieść.


 

fot. Jason Langer

I like photo na facebooku - zapraszam.

00:28, piece_of_glass , odkrycia
Link
niedziela, 06 kwietnia 2014
chwile zachwytu - PDF 2014

Zapowiadając wydarzenie na facebooku, napisałam: Polska jest piękna, sami zobaczcie.
Poznańskie Dni Fotografii potwierdziły to zdanie.

Polska jest piękna, świat jest piękny, barwny, ciekawy - chodź, pokażemy ci to.
Pokażemy z bardzo bliska i z daleka.
Pokażemy rośliny, drzewa, las, owady, zwierzęta.
Czasem zobaczysz impresje, przenikanie świateł i kolorów.
Obejrzysz opowieść o przyrodzie, która będzie zarazem opowieścią o życiu, trwaniu, przemijaniu i wieczności. 

 

fot. Maciej Fiszer

Oglądanie świata przyrody z bliska spotkało się z momentem refleksji nad tym jak daleko nam do tego świata, choć jest on tuż obok. 

Spotkania z ludźmi, którzy mają pasję i potrafią o niej opowiadać to czysta przyjemność. Z zainteresowaniem obejrzałam obszerną wystawę zdjęć zaprezentowanych na PDF, jednak najciekawsze były prezentacje/pokazy zdjęć fotografów. To nie były opowieści z dalekich krain, z podróży na krańce świata. Choć nie raz była to wyprawa niełatwa i długotrwała, wymagająca wysiłku, inwencji, cierpliwości, czasu.

Fotografowie zabrali nas do świata który istnieje tuż obok - do lasu, nad rzekę, na łąkę.
Przyglądaliśmy się z nimi ważkom i pająkom, poszliśmy na spacer nad Wartę, a potem długo (choć to była chwila zaledwie) patrzyliśmy w rozgwieżdżone nocne niebo.

 

 

 

fot. Joanna Antosik

Zawsze mało, zawsze niedosyt.
Pokazy zdjęć trwały po dwie, trzy minuty. Chwile niemalże. Ale to dla tych chwil właśnie warto było pójść na Poznańskie Dni Fotografii.
Nie przegap okazji do zachwytu w przyszłym roku, a tymczasem wyjedź z miasta i odkryj piękno świata, który cię otacza. Z aparatem fotograficznym z ręku, choć niekoniecznie.

 

 

 

fot. Waldemar Graś 

Post scriptum.
To nie jest relacja z wydarzenia, to rodzaj impresji. Dlatego warto też dodać, że prócz wystaw i pokazów, w trakcie trwania Poznańskich Dni Fotografii można było wziąć udział w warsztatach fotografii makro, przyjrzeć się z bliska nowym obiektywom, wypróbować je oraz uzyskać fachowe porady dotyczące zarówno sprzętu fotograficznego jak i prezentacji swojej pracy w druku. 

A jeśli komuś mało i chciałby dowiedzieć się więcej o fotografowaniu przyrody polecam miejsce w sieci oraz na facebooku.

I like photo na facebooku - zapraszam.

22:35, piece_of_glass , odkrycia
Link
 
1 , 2