autorka bloga:
Agata Ziółkiewicz


kontakt piece_of_glass(at)gazeta.pl





follow on Bloglovin

Follow i_like_design's board photo on Pinterest.


Zawartość bloga: notki, wybór tematów, zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, ale zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note.
I do not have any rights to the photos featured on this page.
All photos are credited to their rightful owners.


polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | film | książka | mistrzowie | moda | odkrycia | one photo | portret | vintage
RSS
czwartek, 22 maja 2014
sto lat

100 lat! Tak sobie życzymy wzajemnie przy okazji każdych kolejnych urodzin, ale nie tylko. Do tych stu lat jednym jest coraz bliżej, innym dalej. Ale choć na świecie coraz więcej jest stulatków i stulatek, cyfra to dość abstrakcyjna. Bo jak to: żyć sto lat? A jednak to co nas tak dziś zadziwia, być może niedługo będzie czymś normalnym, zwyczajnym (np. w Japonii już chyba teraz jest, a w Polsce liczba stulatków to blisko 2.500 osób). 

 

fot. Anastasia Pottinger

Spotkaliście kiedyś człowieka, który ma sto lat? Ja osobiście nie, ale natrafiłam na ciekawy projekt, który ukazuje nie tyle życie stulatków, ile ich ciała. I poprzez te ciała o nich opowiada. Wzruszyła mnie ta opowieść.

Autorką projektu jest Anastasia Pottinger. Któregoś dnia spotkała ona ponad stuletnią kobietę, która poprosiła ją o wykonanie zdjęć, a dokładniej aktów. Gdy fotograf przeglądała wykonane na sesji zdjęcia, zdała sobie sprawę, że oto ma przed sobą niezwykły materiał. Zrealizowała projekt poświęcony ludziom, którzy przekroczyli setny rok życia - Centenarians - Stulatkowie.

 


 

 

fot. Anastasia Pottinger

Projekt wywołał bardzo różne reakcje. Oglądając te kadry zastanawiamy się jak my będziemy wyglądać na starość, jak się zmienimy, jak zmieni się nasze ciało, nasz stosunek do niego. Ale dla wielu te zdjęcia przypomną bliskie im osoby: babcie, dziadków i ich delikatną lub szorstką skórę, siwe włosy, zmarszczki oraz całą masę bardzo osobistych historii.

To także interesujący projekt przyjrzenia się człowiekowi z bliska, próba uchwycenia przemijania. Próba wykonana z dużą subtelnością i wyczuciem.
Pottinger pokazuje nam ludzkie ciało z bardzo bliska, nieco abstrahuje, sprowadzając je czasem do pięknej faktury. Ale nie można poprzestać na biernym odbiorze, te obrazy nas emocjonalnie angażują, zmuszają do myślenia. 

 

 

 

fot. Anastasia Pottinger

Niestety, chwilowo strona internetowa fotografki nie działa, dlatego nie można obejrzeć całości projektu, który obejmował 20 zdjęć. U mnie zatem fragment, który udało mi się znaleźć w sieci.

I like photo na facebooku - zapraszam.

22:40, piece_of_glass , portret
Link
poniedziałek, 19 maja 2014
World Press Photo 2014

To jedna z tych wystaw, które oglądam od lat. Od kilku lat moje wrażenia można przeczytać na tym blogu. Nie jestem wielką fanką fotografii prasowej, niemniej jednak niemal co roku potwierdza ona swoją siłę. Siłę opowiadania, szybkiego, skrótowego a zarazem maksymalnie skondensowanego przekazu wiadomości ze świata. 

Niejednokrotnie zdjęcia oglądane na wystawie pokonkursowej World Press Photo urastają do rangi symboli, znaków. Dobrze by stawały się też znakami stop!, by historie które opowiadają nie wydarzały się nigdy więcej. Ale coś mi się zdaje, że to tylko pobożne życzenie, a ci którzy powinni te zdjęcia oglądać nie chodzą na takie wystawy i nie stać ich ani na minutę refleksji...

Wystawa i tak corocznie, przyciąga tłumy chętnych. Co dla mnie oznacza także, że fotografia wciąż jest w centrum zainteresowania wielu osób, niezależnie od wieku, płci, opcji politycznych czy znajomości fotografii. Chcemy by obrazy opowiadały nam historie, chcemy wiedzieć o świecie więcej, więcej niż dostarcza nam codzienna papka informacyjna, która coraz mniej szanuje inteligencję widza/słuchacza/czytelnika. 
I wcale nie chodzi o to, by poprawić sobie humor, że oto ja-widz żyję we względnie bezpiecznym i dostatnim miejscu na Ziemi. Nie, ta wystawa nigdy nie wprowadza w dobry humor, nie pozostawia wrażenia dobrobytu czy samozadowolenia. World Press Photo jest brutalne, odarte ze złudzeń, pozbawione fotograficznych trików, które mamią nas ze stron kolorowych magazynów. To świat taki jaki jest, często w najtragiczniejszych momentach. Choć są też takie fotografie, które niosą nadzieję, zachwycają oko niezwykłym pięknem, zaciekawiają opowieścią, która dzieje się niedaleko nas.

 

fot. John Stanmeyer

Nie wiem na dlaczego tak się stało, ale w tym roku wystawa World Press Photo nie była dla mnie wydarzeniem czy szczególnym przeżyciem. Zwykle jest nieco inaczej: obejrzane fotografie odrywają mnie od codzienności, pozostawiając w odrętwieniu, namyśle nad tym jaki dziwny i nieogarnięty, niezrozumiały jest świat w którym żyjemy. Dlaczego w tym roku tak się nie stało? Nie wiem, choć mam pewne podejrzenia. Śledząc przez cały rok przeróżne strony, blogi poświęcone fotografii siłą rzeczy oglądam mnóstwo zdjęć, wiele zatrzymuje mnie na dłużej, zapamiętuję je. Niektóre z nich trafiają potem do konkursu fotografii prasowej, a ponieważ są znakomite, opowiadają niecodzienne czy często bardzo dramatyczne historie, to są wyróżniane, nagradzane.
W ostatnim czasie idąc na WPP mogę przewidzieć jakie zdjęcia zobaczę. Wcześniej tak nie było. Wystawa była swego rodzaju niespodzianką, zaskoczeniem, a fotografie miały większą siłę oddziaływania także przez to, że były widziane po raz pierwszy, a historie za nimi stojące były opowiadane po raz pierwszy.

Ale nie znaczy to jednak wcale, że wystawy oglądać nie warto. Warto, zawsze warto.
Warto zobaczyć zdjęcie w dużym formacie, a nie w internetowej galerii.
Warto raz jeszcze obejrzeć zdjęcia, nawet te, które nie raz już widzieliśmy, bo na przykład zapowiadają wystawę.
Bo powtórzę to co napisałam chwilę wcześniej: to świat taki jaki jest, często w najtragiczniejszych momentach. Choć są też takie fotografie, które niosą nadzieję, zachwycają oko niezwykłym pięknem, zaciekawiają opowieścią, która dzieje się niedaleko nas.

Jakie kadry w tym roku zwróciły moją uwagę, jakie historie dały się zapamiętać? 

Już od wejścia wita zdjęcie roku 2014 - afrykańskich emigrantów próbujących złapać zasięg dla swoich telefonów komórkowych, zdjęcie Johna Stanmeyera.
A tuż za nim, na następnej ścianie wzrok przykuwają barwne abstrakcje. Trudno jednoznacznie określić na co patrzymy, ale obraz nas fascynuje, wciąga, zaprasza do interpretacji, jest niczym znakomite dzieło sztuki ponowoczesnej. To zdjęcia Polaka - Kacpra Kowalskiego, który uprawia fotografię lotniczą. 

 

fot. Kacper Kowalski

Zdjęcia z góry, z wysokości, z dystansu, oddali jakoś szczególnie mi się podobały w tym roku. Takie jest zdjęcie wędrujących wilków czy czarno-białe zdjęcie narciarza.


fot. Shangzhen Fan

 

fot. Anastas Tarpanov

Ale interesujące były też sytuacje, wydarzenia, ludzie, do których można było podejść blisko.
Poruszające jest zdjęcie z bostońskiego maratonu autorstwa Johna Tlumackiego. 
'Healing Bobby' to przejmująca opowieść o żołnierzu sfotografowana przez Petera van Agtmaela. 
Zaciekawia cykl o egipskich kulturystach i ich matkach - 'Mother and Son' Denisa Dailleux. 

Intrygują zdjęcia o człowieku, który wybrał życie w bardzo bliskim związku z naturą gdzieś w rosyjskiej głuszy - 'Escape' Danila Tkachenko.
Zadziwiają niemal całkiem czarne zdjęcia z Gazy Gianluci Panella'ego. 

Jest człowiek z owcą w samochodzie, czekający na rozładowanie korków z serii Tanyi Habjouqa 'Occupied Pleasures'.
Ale jest też całkiem zwyczajne życie rolników z Transylwanii: zdjęcia niczym z albumu rodzinnego, które niejednemu widzowi przypomni wakacje na wsi. To cykl Reny Effendi 'Transylvania: build on grass'. 
A także opowieść o ostatnich potomkach Wikingów Marcusa Bleasdale'a.


fot. Tanya Habjouqa

 

 

fot. Marcus Bleasdale 

 

fot. Rena Effendi

Te równolegle istniejące światy mają paradoksalnie wiele ze sobą wspólnego.
To nasza teraźniejszość, nasz XXI wiek.
To nasz stosunek do siebie nawzajem, do świata.
To nasza praca, pasje, smutki i radości. Nasze życie. My.

Na wystawie nie zaprezentowano całości cyklów zdjęć, tylko wybrane fotografie.
Dlatego warto zajrzeć na stronę World Press Photo i obejrzeć całość.
A jeśli macie możliwość, warto pójść na wystawę. Bo jak się okazuje, choć na wstępie napisałam, że tegoroczna wystawa nie była przeżyciem, to bardzo dobrych i wartych zobaczenia kadrów jest całkiem sporo.

A jeśli ktoś chce sobie przypomnieć wcześniejsze edycje WPP, polecam: 2013, 2012, 2010, 2009, 2008.
A jeśli interesuje was tematyka fotografii prasowej przypominam książkę

I like photo na facebooku - zapraszam.

19:23, piece_of_glass
Link
sobota, 17 maja 2014
znajdując Vivian Maier

„Pełna paradoksów”. To pierwsze słowa jakie usłyszymy z ekranu na temat bohaterki filmu. Paradoksalna czyli „pozornie prawdziwa lub zawierająca elementy sprzeczne ze sobą; niedorzeczna, absurdalna”. Czy taka właśnie była Vivian Maier? Kim była? Co po niej pozostało? O tym właśnie jest ten film. I nie tylko o tym.

 


„Szukając Vivian Maier”
to opowieść o jednej z największych sensacji w świecie fotografii, a zarazem o jednej z większych tajemnic. To także opowieść o ciekawości, cierpliwości, pasji. Opowieść o geniuszu, samotności, wyborach. O pracy niani i pracy fotografa jednocześnie. Opowieść o Chicago i Amerykanach.

A przede wszystkim jest to film nie tyle o szukaniu ile o znajdowaniu, jak głosi oryginalny tutuł „Finding Vivian Maier”. Wszystko zaczęło się od aukcji i znalezienia skrzyni pełnej negatywów. John Maloof znalazł przypadkiem skarb, który zmienił całe jego życie. 

Ale oglądając ten film pomyślałam, że tak naprawdę cała ta historia wydarzyła się dzięki niezwykłemu szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. To przypadek sprawił, że John poszedł akurat na tę a nie inną aukcję i natrafił na stare negatywy. To przypadek sprawił, że John usiadł i przyjrzał się zdjęciom, uznał za dobre i nie pozbył się ich po prostu po tym gdy okazały się nieprzydatne do jego pracy. Przypadkiem okazał się właściwą osobą: inteligentną, wykształconą na tyle, by wiedzieć, że ma w rękach coś wartościowego. To przypadek sprawił, że wrzucając je w internet rozpoczęła się jego niesamowita przygoda, która z czasem stała się pasją i pracą na cały etat.

Bo choć John Maloof wygląda niczym przeciętny amerykański student, to łączy w sobie wiele cech, które bardzo się całej tej historii przydały: jest ciekawy, dociekliwy, bystry, wytrwały. Ma w sobie pasję, dzięki której świat mógł usłyszeć o kobiecie, o fotografce, która równie dobrze mogła przepaść na zawsze w gigantycznych amerykańskich przechowalniach albo zwyczajnie trafić na śmietnik.

Zatem John zabiera nas w swój świat i wraz z nim próbujemy znaleźć Vivian Maier. Zadanie nie jest szczególnie łatwe. A to czego się o niej dowiadujemy często zaskakuje, wpędza w konsternację. Pozornych sprzeczności, pustych miejsc i znaków zapytania jest całe mnóstwo. Nie zawsze dostaniemy odpowiedź. 

Jedna rzecz pozostaje niezmienna. Jej fotografie.
Niezmiennie zachwycają, fascynują, wzruszają, opowiadają historie.
Historie smutne, śmieszne, ciekawe, banalne a jednak niepowtarzalne.

Vivian Maier była niezwykle bystrą i wrażliwą obserwatorką życia.
Nie bała się podejść blisko. Blisko ludzi, blisko życia. Nie odwracała się od scen nieprzyjemnych, wręcz przeciwnie.
Warto posłuchać tego co mówią o niej i o jej pracach znani fotografowie: Joel Meyerowitz i Mary Ellen Mark. Są pełni uznania dla jej talentu, wydaje się, że bez większych wątpliwości są skłonni wpisać ją do historii fotografii tuż obok wielkich nazwisk. A taki właśnie jest cel Johna Maloofa: by Vivian Maier nie tyle zaistniała, ile zajęła właściwe jej miejsce.

W filmie „Szukając Vivian Maier” przeplatają się dwa wątki. Jeden dotyczy dzieła Vivian, drugi - jej życia. Bo o ile jej fotografie są już znane i rozpoznawalne (choć wciąż znamy małą część tego co zdołał odnaleźć Maloof), o tyle sama fotografka pozostaje postacią enigmatyczną, ulotną i... pełną paradoksów. Słuchając opowieści jej podopiecznych i pracodawców z trudem udaje się nam odtworzyć jej portret. Chwilami trudno ją lubić. I choć Amerykanie określają ją przymiotnikiem „ekscentryczna”, oznacza to wszystko i nic tak naprawdę. 

Vivian Maier była inna, była osobna, miała swoje tajemnice, swoją pasję i swoje wariactwa. Nie mieściła się w żadnym schemacie. Miała swój własny świat i pomysł na życie. Wykonywała pracę, która zapewniała jej utrzymanie i zarazem pozwalała realizować największą pasję: fotografować. Była dziwna, ekscentryczna, owszem, ale była też inteligentna, wrażliwa, ciekawa świata. Wydaje się, że przy innym zbiegu okoliczności mogłaby być znakomitym dziennikarzem, fotoreporterem.

Zaskakujący i pasjonujący to był seans, spotkanie z Johnem Maloofem i Vivian Maier.
Niezwykle rzadko zdarza mi się oglądać film dokumentalny w kinie, na dużym ekranie, z taką ciekawością. I co dziwniejsze, sądziłam, że nic mnie już nie zaskoczy, bo przecież tę historię znam, śledzę niemal od początku blog, a potem stronę Maloofa. A jednak... to spotkanie w kinie było niezwykle zajmujące. Pozwoliło nie tylko poznać całość opowieści o znalezieniu Vivian Maier, ale także nasunęło wiele refleksji na temat ludzkich wyborów, życia, sposobu bycia, relacji międzyludzkich. I także dlatego warto ten film zobaczyć, najlepiej w kinie. Bardzo polecam.

A ja czekam na ciąg dalszy, bo przecież prace nad spuścizną Maier wciąż trwają, negatywy są skanowane, odbitki przygotowywane, archiwum porządkowane. Być może za czas jakiś pojawią się nowe fakty, być może ktoś podejmie się napisania biografii Maier.
Póki co dostępne są pierwsze albumy z jej fotografiami, wystawy zdjęć jeżdżą po całym świecie, i także w Warszawie, w Leica Gallery można aktualnie obejrzeć zdjęcia tajemniczej Vivian Maier. Warto znaleźć dla siebie Vivian Maier.

  

 
I like photo na facebooku - zapraszam. 

13:31, piece_of_glass , film
Link
czwartek, 08 maja 2014
zmysłowo z Islandii

Álfheiður Erla to młoda dziewczyna z Islandii.
Fotograf - amator, na co dzień studiuje muzykę w Berlinie. 
W swoich poetyckich kadrach uwiecznia świat który ją otacza, z którego się wywodzi.

Młodość, radość, przyroda.
W wersji islandzkiej, choć uniwersalnej przecież. 
Właściwie tyle i tylko tyle. I aż tyle. Bo sporo tu bezpretensjonalności i piękna.
Młoda fotografka nie boi się podchodzić blisko, bardzo blisko do ludzi. W tym jest prawdziwa siła. Takich szczerych zdjęć potrzeba, takiej opowieści o prostym życiu i przyjaźni. 
Szczególnie spodobały mi się te obrazy.

 

 

 

fot. Álfheiður Erla  

Więcej zdjęć Álfheiður można obejrzeć na stronie fotograf oraz na profilu na flickr. Bywają lepsze i gorsze, bywają rewelacyjne. Widać poszukiwania, próby, błędy, wnioski. I drogę do dobrej fotografii.

 

fot. Álfheiður Erla  

ps. Islandzkie obrazy z archiwum bloga:
- islandzkie abstrakcje
- Islandia po amerykańsku
- islandzkie tło
- powrót na Islandię

I like photo na facebooku - zapraszam. 

22:47, piece_of_glass , odkrycia
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 maja 2014
August Sander

Ponieważ sporo z was trafiło tu po raz pierwszy całkiem niedawno i jak sądzę to dzięki temu, że moja notka o Auguście Sanderze, a de facto o projekcie Michaela Somoroffa trafiła na pierwszą stronę gazeta.pl (zapowiadana niezbyt właściwie jako notka o samym Sanderze), to pomyślałam sobie, że może dobrze byłoby się przyjrzeć fotografiom samego Sandera. Wybrałam kilka zdjęć z jego projektu życia, czyli portretu narodu niemieckiego. Wybrałam z jakiegoś powodu najciekawsze dla mnie, ale warto poszukać innych zdjęć, które wam osobiście się spodobają.

 

 

fot. August Sander

Wiele z tych zdjęć pochodzi z początku XX wieku. 
Nic nie zapowiada tego co nadejdzie w latach 40., a nie sposób wyrzucić tego kontekstu z głowy.
Patrzymy na zwyczajnych ludzi, Niemców, w ich dniu codziennym albo i odświętnym.
Żyją, pracują, odpoczywają.
Codzienność, zwyczajność, powtarzalność.
Są różni, mają różne zawody, pasje, sytuacje rodzinne.
Są tacy sami, mają podobne pragnienia, marzenia.
To świat, którego już nie ma.
Ale czy na pewno?

August Sander: Ludzie XX wieku.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. August Sander

I like photo na facebooku - zapraszam. 

17:10, piece_of_glass , mistrzowie
Link