autorka bloga:
Agata Ziółkiewicz


kontakt piece_of_glass(at)gazeta.pl





follow on Bloglovin

Follow i_like_design's board photo on Pinterest.


Zawartość bloga: notki, wybór tematów, zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, ale zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note.
I do not have any rights to the photos featured on this page.
All photos are credited to their rightful owners.


polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | film | książka | mistrzowie | moda | odkrycia | one photo | portret | vintage
RSS
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
aura Tildy

Jeśli Tilda Swinton bierze udział w sesji fotograficznej to warto zwrócić uwagę. 
Jeśli fotografuje Solve Sundsbo to tym bardziej.
A jeśli sesja jest dla tak egzotycznego i ekscentrycznego magazynu jakim jest 'W' edycja koreańska, to nie ma wyjścia - trzeba pokazać tę sesję na blogu (nawet jeżeli plany były nieco inne).
Oczywiście, odrobinę przesadzam, niemniej jednak sesja fotograficzna zatytułowana 'Aura' warta jest obejrzenia.


 

 

 

 

 

 

fot. Solve Sundsbo  

I tylko jedno mi się nie zgadza: błękit oczu Tildy. Ale nie bądźmy aż tak szczegółowi, skoro tu ważna jest aura, światło.

Choć jest jeszcze jedna kwestia. Choć fotograficznie sporo się tu dzieje, to sama Tilda Swinton zdaje się tu tylko przypominać swoje aktorskie kreacje z filmów 'Opowieści z Narnii: lew, czarownica i stara szafa' albo 'Orlando', nie tworzy nic nowego, chowa się za/pod ubraniami. Hm. Ile w tym wymagań redakcji, ile współpracy z fotografem? Tego nie wiadomo, ale mając w pamięci jej genialne sesje z Timem Walkerem oczekuje się więcej, wciąż więcej.

 

fot. Solve Sundsbo  

I like photo na facebooku - zapraszam.

23:40, piece_of_glass , moda
Link
wtorek, 06 sierpnia 2013
przybysze

Przybysze płynęli z dalekich stron, z drugiego końca świata. Płynęli z nadzieją, że są na drodze do nowego, lepszego życia. Czasem był to wybór, częściej ucieczka w świat, ucieczka od biedy, wojny, śmierci. Ale nim dotarli do celu podróży, często podróżując w strasznych, nieludzkich warunkach, musieli przejść przez wyspę-klucz - Ellis Island.

Pracujący tu urzędnicy zbierali szczegółowe dane i przestrzegając ścisłych wytycznych decydowali kto może a kto nie może wejść do Nowego Świata. To były decyzje o życiu lub śmierci. Historia Ellis Island to tak naprawdę historia czyśćca, opowieść o ludzkim losie, o ponad 6 milionach imigrantów, którzy przez nią przeszli w jedną lub drugą, powrotną stronę.

Jednym z wielu długoletnich urzędników pracujących na wyspie Ellis był Augustus Sherman, nieoficjalny fotograf. Nieoficjalny, ponieważ nie był zatrudniony na takim stanowisku, choć z czasem tym się zajmował, za przyzwoleniem i aprobatą swoich przełożonych.

 

 

 

fot. Augustus Sherman

Przybysze fascynowali Augustusa Shermana. Różnorodność kultur, narodowości wyrażająca się w strojach, zapisana na twarzach, ukryta w ich rysach. Cała wieża Babel na niewielkiej wyspie. A w tych twarzach zamknięte historie, losy, których często nie zgłębiał, bo nie chciał albo nie zdążył poznać. To musiało być intrygujące. Tak więc fotografował, notował, zapisywał wybrane krople z morza ludzkiego. 

 


 


fot. Augustus Sherman

Czasem zdarzali się niezwykli ludzie - cuda/wybryki natury: rosyjski gigant, mały człowiek z Birmy, Hindus z dodatkowymi kończynami. Ale nie skupiał się na nich jakoś wyjątkowo. Najczęściej fotografował ludzi zatrzymanych do wyjaśnienia, czekających na decyzję, dokumenty, pieniądze...

 

 

fot. Augustus Sherman

Interesował go człowiek. Jego strój, wyraz twarzy, jego niema opowieść, którą zapisywał dla siebie i być może dla potomności. Choć właściwie odnosi się wrażenie, że robił to z czystej pasji poznania, nie myślał, że oto dokumentuje ważne wydarzenia. Pracował na wyspie długie lata, zdjęć musiało powstać tysiące, ale spuścizna po Shermanie nie jest szczególnie obfita. Był aż tak krytyczny wobec swoich prac? Niszczył swoje zdjęcia? Poszukiwanie odpowiedzi nie ma specjalnego sensu, lepiej jest zobaczyć to co zostało. 250 zdjęć - tyle pozostało. Dziś wybrane fotografie można oglądać w Ellis Island Immigration Museum, wydane zostały też w formie książki.

 

 

 

 

fot. Augustus Sherman

Augustus Sherman był amatorem, ale miał talent. I wykorzystał go tworząc wyjątkowy zapis przybyszów z całego świata do Ameryki końca XIX i początku XX wieku. Powstał dokument cenny i ważny, nie tylko dla historii Stanów Zjednoczonych, dla potomków imigrantów, ale i historii świata. Choć jest to tylko mały wycinek, fragment zaledwie z niewyobrażalnej fali ludzkiej, która przybyła na amerykańską ziemię w poszukiwaniu nowego życia i szczęścia. Wielu się udało, wykorzystali swoją szansę, współtworzyli swój nowy kraj, inni przepadli w dzielnicach biedy. Tak tworzyła się historia Ameryki, ich historia.

 

 

 

 

 

fot. Augustus Sherman 

A gdzie znalazłam Augustusa Shermana? W bardzo ciekawej książce 'Wyspa klucz' Małgorzaty Szejnert, pasjonującym reportażu o miejscu, które mieści w sobie miliony opowieści.
Książka opowiada nie tylko o owych imigrantach z całego świata, ale też rysuje portrety ludzi, którzy przez lata tworzyli to miejsce, tu pracowali: urzędników, komisarzy, tłumaczy, lekarzy, sekretarki, bagażowych aż po tych, którzy dziś zajmują się zachowaniem wszystkich opowieści dla potomnych. Warto tę książkę przeczytać.


fot. Augustus Sherman

A więcej zdjęć z Ellis Island można zobaczyć tutaj, a także tutaj.

I like photo na facebooku - zapraszam. 

00:38, piece_of_glass , vintage
Link