autorka bloga:
Agata Ziółkiewicz


kontakt piece_of_glass(at)gazeta.pl





follow on Bloglovin

Follow i_like_design's board photo on Pinterest.


Zawartość bloga: notki, wybór tematów, zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, ale zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note.
I do not have any rights to the photos featured on this page.
All photos are credited to their rightful owners.


polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | film | książka | mistrzowie | moda | odkrycia | one photo | portret | vintage
RSS
środa, 26 września 2012
pielgrzymka Annie Leibovitz

Miałam wolną chwilę.
Czekając na spotkanie zajrzałam do księgarni, sięgnęłam na półkę z fotografią.
Trafiło na Leibovitz. Nieprzypadkowo.
'Pilgrimage' najnowszy album.
64 fotografie zrobione między 2009 a 2011 rokiem.

Zaczęłam przeglądać i przepadłam.
Czas przestał się liczyć, choć zarazem był niezwykle ważny.
Bo to książka o przemijaniu, o czasie, o tym co pozostaje.

Leibovitz pielgrzymuje, tropiąc ślady.
Co po nas pozostaje?
Artefakty, przedmioty.
Niektóre pejzaże pozostają niezmienne. Jak wodospad Niagara.


fot. Annie Leibovitz

Nie ma w tym albumie żadnych sław, celebrytów, żadnych twarzy.
A jednak to album który mówi o ludziach, o ich istnieniu w świecie.

Sukienka Emily Dickinson, pokój Virginii Woolf, pastele i patio Georgii O’Keeffe, ciemnia Ansela Adamsa, motocykl Elvisa Presleya, szkielet opisany przez Charlesa Darwina. 
 
Dotknięte czasem, jego upływem.
Dotykane przez wielkich, podziwianych, sławnych.
 










fot. Annie Leibovitz

Co po nas pozostaje?
Dzieło. Ludzka pamięć. Przedmioty.








fot. Annie Leibovitz

To chyba jedna z ciekawszych pozycji albumowych wydanych ostatnio. I wcale nie dlatego, że stworzona przez Annie Leibovitz.
Nie miałam czasu by przeczytać tę książkę na spokojnie, w całości, od początku do końca, a chyba warto, bo to pozycja gdzie nie tylko zdjęcia są ważne, ale i to co i jak słynna fotograf o nich opowiada.
 
To nie jest recenzja, raczej impresja.
I zaproszenie, byście mając chwilę usiedli w księgarni gdzieś w kącie i przejrzeli spokojnie tę książkę. Warto.


 
A jeśli ma ktoś chęć poczytać nieco więcej o książce, polecam tekst z New York Times'a tutaj
 
I like photo na facebooku - zapraszam.
22:28, piece_of_glass , mistrzowie
Link
sobota, 15 września 2012
Vee Speers

Jedno z tych zdjęć pojawiało się wciąż w skandynawskich wnętrzach, które z dużą przyjemnością oglądam i polecam na bliźniaczym blogu I like design. To ta dziewczynka z balonem czy też bańką mydlaną. 
Drugie wciąż do mnie powracało. To czarny aniołek. 



 

Nie wiem dlaczego, ale nie łączyłam początkowo tych dwóch obrazów ze sobą. Ten pierwszy wydawał się być grafiką, a nie zdjęciem.
Okazało się, że są to fotografie z serii 'Birthday Party' Vee Speers.


 


Vee Speers jest Australijką, ale od wielu lat mieszka i tworzy w Paryżu. Studiowała sztuki piękne w Brisbane, ale ostatecznie zajęła się fotografią.
Choć jak mówi: 'To nie ja wybrałam fotografię, to ona wybrała mnie'.
Dwa lata temu miała dużą wystawę swoich prac w Sztokholmie w Fotografiska Museet, stąd też zapewne jej popularność w Skandynawii.
W swoim dorobku ma już inne serie, poza 'Birthday Party', ale zdjęcia z tego cyklu wydają mi się osobiście najbardziej interesujące, więc tym razem tylko o nim.


 


Pierwsze zdjęcie powstało przypadkiem, ale zostało dokładnie zaplanowane. Brzmi nieco jak paradoks, prawda?
Początkowo fotograf wcale nie myślała o cyklu zdjęć. Po prostu zrobiła przyjęcie urodzinowe dla swojej córki i obserwowała dzieci.
Później wpadła na pomysł sfotografowania córki, ale w bardzo określony sposób. Naszkicowała szybko pomysł. Następnie zorganizowała całą sesję.
Tak powstało zdjęcie dziewczynki z balonem, w nieco ekscentrycznej fryzurze wzorowanej na Marge Simpson.

Powstał pomysł na cały projekt, jak mówi sama Vee w rozmowie z 'The Guardian': 'Pomyślałam, że dobrze było by zamrozić momenty dzieciństwa zanim moja córka stanie się nastolatką'.'
Projekt zaczął się rozrastać i żyć własnym życiem. Powstawały kolejne zdjęcia dzieci znajomych, przyjaciół, w zbliżonym stylu. 

 

 

 

'Zaczęło to wyglądać dziwnie i interesująco. Wydaje się, że to poruszyło w ludziach jakąś właściwą strunę'.

 

 


'The Birtday Party to wyobrażenie świata rządzonego przez dzieci, a nie dorosłych - anarchistyczny świat związany ze sobą przez wymyślone przyjęcie.'

To nie są zwyczajne dziecięce portrety.
Są zbyt ponure, zimne, surowe. 
Budują dystans, a jednak nie sposób ich zdecydowanie odrzucić.
Są niepokojące, choć czasem trudno dokładnie powiedzieć dlaczego.
A jednocześnie zachwycają i przyciągają swoim chłodnym pięknem.

 

 


'Moje zdjęcia są powiązane z ludzką kondycją, z całą złożonością tego kim naprawdę jesteśmy pod powierzchnią'.

Malarskie portrety powstały w technice cibachrome, stąd pewnie to moje złudzenie, że nie są to fotografie, a grafika.
Więcej zdjęć Vee Speers można przejrzeć tutaj.

 

 

 

 

fot. Vee Speers

I like photo na facebooku - zapraszam.

12:56, piece_of_glass , odkrycia
Link
wtorek, 11 września 2012
olimpiada sto lat temu

A dokładniej - olimpiada 104 lata temu.
Londyn 1908 rok.
Wyglądało to tak.

 

 

 

 

 

 


Zmieniły się stroje, zmieniły dyscypliny, ale emocje sportowców i fanów sportu chyba wciąż takie same.

 

 

 

fot. www.retronaut.co

I like photo na facebooku - zapraszam.

22:44, piece_of_glass , vintage
Link
niedziela, 09 września 2012
Nowy Jork i kobieta

Elliott Erwitt. To niewiarygodne, że jeszcze o nim nie pisałam na blogu.*
Może niebawem więcej, choć z pewnością znacie jego zdjęcia. 
Polecam przejrzenie jego strony - Elliott Erwitt - to zawsze ogromna przyjemność.

Dziś tylko jedno zdjęcie, więcej może wkrótce.
Przeglądając jakiś magazyn natrafiłam na nie, przewróciłam jedną kartkę, drugą (bo kadr znajomy), ale nie, coś nie dawało mi spokoju - chciałam raz jeszcze spojrzeć na ten nowojorski pejzaż i zapatrzeć się tak jak ta kobieta. Wróciłam do tej fotografii.

Jest tu jakaś tajemnica, niedopowiedzenie
Może przez to zamglenie pejzażu, a może dlatego, że nie widzimy twarzy kobiety. 
Taki niedzielny spacer, jesienna melancholia. 

 

fot. Elliott Erwitt

* A jednak nie - była chwila szczęścia, i był autoportret. Nie jest źle.

I like photo na facebooku - zapraszam.

21:16, piece_of_glass , mistrzowie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 września 2012
piękność nocy

Przewrotnie, przewrotnie.


fot. Ruven Afanador


Rossy de Palma, aktorka Pedro Almodovara.
Tu w ujęciu Ruvena Afanadora.
(Którego znacie stąd i stąd i stąd. I był jeszcze obłędny torreador).

I like photo na facebooku - zapraszam.

21:52, piece_of_glass , portret
Link
 
1 , 2