autorka bloga:
Agata Ziółkiewicz


kontakt piece_of_glass(at)gazeta.pl





follow on Bloglovin

Follow i_like_design's board photo on Pinterest.


Zawartość bloga: notki, wybór tematów, zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, ale zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note.
I do not have any rights to the photos featured on this page.
All photos are credited to their rightful owners.


polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | film | książka | mistrzowie | moda | odkrycia | one photo | portret | vintage
RSS
środa, 02 lipca 2014
Koto

Koto Bolofo to fotograf urodzony w Lesotho, a dorastający w Wielkiej Brytanii. 
Samouk, który zakochał się w fotografii w chwili magii w ciemni.
Fotografuje modę, edytoriale, kampanie reklamowe dla znanych marek.
Realizuje również własne projekty.   
I choć nie stroni od koloru, który wydaje się spostrzegać bardzo intensywnie, mnie urzekły jego czarno-białe kadry.
Wybrałam te cztery.

 

 

 

 

fot. Koto Bolofo

I like photo na facebooku - zapraszam. 

23:25, piece_of_glass , portret
Link
poniedziałek, 23 czerwca 2014
tata i ja

Dziś Dzień Ojca, zatem postanowiłam wybrać kilka moich ulubionych zdjęć ujmujących tę jakże wdzięczną tematykę, z nadzieją, że zarówno wszyscy fotografujący jak i ci, którzy po prostu i całkiem zwyczajnie kochają piękne obrazy, spojrzą na te kadry i może się wzruszą (a może i nie) albo zachwycą (a może i nie) albo choć ucieszą (bo dlaczego by nie?). Myśl jest wciąż ta sama, kiedyś o tym wspominałam: fotografujmy swoich bliskich, to jedna z najlepszych rzeczy jakie możemy zrobić skoro już wzięliśmy w ręce aparat.

 

 

fot. John Dominis


fot. Helene Ruyters

 

fot. ?

 

fot. ?

 

fot. Annie Leibovitz

 

fot. via: models.com

 

fot.?

Małe wyjaśnienie. Zwykle staram się odnaleźć autora/autorkę zdjęcia i podpisać je. Nie zawsze jest to możliwe. Dlatego najmocniej przepraszam, że niektóre z tych zdjęć nie mają podpisu. Jeśli znasz autora, podeślij mi link do strony, gdzie taką informację można znaleźć, chętnie uzupełnię notkę. 
Wiele z tych zdjęć możecie znaleźć na mojej tablicy photo na pinterest - zapraszam.
Także na pinterest, zupełnie przypadkiem natrafiłam na czyjś zbiór zdjęć ojców z dziećmi, też można zajrzeć. Z całą pewnością takich galerii i ciekawych zdjęć jest więcej, a to mój mały subiektywny wybór.

 

fot. Robert Doisneau

 

fot. ?

 

fot. charphotographyblog.com

Wszystkim Tatom - najlepszego!

I like photo na facebooku - zapraszam. 

23:41, piece_of_glass , portret
Link
poniedziałek, 02 czerwca 2014
twarze fotografów

Znamy dobrze ich zdjęcia. Wiele z nich stało się ikonami, symbolami, pełnoprawnymi dziełami sztuki. Sztuki fotografii. 
A za każdym z tych słynnych zdjęć stoi człowiek. Fotograf albo fotografka. Człowiek, którego twarz nie zawsze znamy i zwykle jej nie kojarzymy, poza kilkoma wyjątkami może. A tym twarzom też warto się przyjrzeć, zapamiętać je. Tym bardziej, że wielu z nich już odeszło. 

I tu powracamy do fotografa, którego przedstawiałam niedawno przy okazji projektu Absence of Subject, czyli dialogu z Augustem Sanderem. Michael Somoroff. To człowiek, które miał niezwykłe szczęście spotkać największych fotografów w historii. Spotykał ich wielokrotnie, a także, co ważniejsze te chwile spotkań zapisał w kadrze.

Sfotografować fotografa to sztuka wcale niełatwa, bo większość zdecydowanie woli drugą stronę obiektywu i bardzo niechętnie zgadza się na zamianę ról i pozowanie do zdjęć. Somoroffowi udało się. Efektem jest album A Moment. Master Photographers: Portraits by Michael Somoroff

25 mistrzów fotografii.
Chwila.
Chwila spotkania z mistrzem, ale też ostatni moment fotografii analogowej.
Doskonałe portrety. Przed wami, twarzą w twarz, mistrzowie fotografii, między innymi: Brassaï, Andreas Feininger, Alfred Eisenstaedt, Horst P. Horst, Jacques Henri Lartique, André Kertész, Elliot Erwitt, Duane Michals, Lillian Bassman, Arnold Newman, Helmut Newton.

 

Brassaï, fot. Michael Somoroff

 

Andreas Feininger, fot. Michael Somoroff

 

Alfred Eisenstaedt, fot. Michael Somoroff

 

Horst P. Horst, fot. Michael Somoroff 

 

Andre Kertesz, fot. Michael Somoroff

 

Jacques Henri Lartigue, fot. Michael Somoroff

 

Robert Doisneau, fot. Michael Somoroff

 

Jeanloup Sieff, fot. Michael Somoroff

 

Lillian Bassman, fot. Michael Somoroff

 

Elliot Erwitt, fot. Michael Somoroff

 

Bert Stern, fot. Michael Somoroff

 

Helmut Newton, fot. Michael Somoroff

 

Arnold Newman, fot. Michael Somoroff

 

Duane Michals, fot. Michael Somoroff

 

Mary Ellen Mark, fot. Michael Somoroff 

Jak to się stało, że Michael Somoroff zyskał możliwość spotkania i sfotografowania mistrzów fotografii? Otóż jego ojciec, Ben Somoroff (który studiował u Alexeya Brodovitcha) był jednym z najbardziej wpływowych fotografów amerykańskich, specjalizował się w martwej naturze. I to ojciec poznał Michaela z wieloma słynnymi fotografami płci obojga, jako że mały Michael od najmłodszych lat mnóstwo czasu spędzał w studio fotograficznym, towarzysząc ojcu w pracy, na planie. Można tylko pozazdrościć tych spotkań z mistrzami, i to nie tylko tych chwil w czasie portretowania. Bo, jak przyznaje w rozmowie, wielu z tych fotografów było tuż obok, gotowych pomóc, doradzić, podpowiedzieć. Bezcenne!

Michael miał nieco ponad 20 lat kiedy rozpoczął projekt. Portrety mistrzów nie były wyłącznie jego pomysłem, powstawały w atmosferze rozmów, współpracy z modelami i eksperymentów. Są niezwykłe, zarówno pod względem emocji jakie przekazują, jak i kompozycji czy kreatywności. Są też bardzo osobiste. Co ciekawe, w początkowym zamyśle nie było publikacji materiału. Choć naprawdę trudno mi w to uwierzyć, bo kto nie chciałby pokazać zdjęć które, poza wszystkim innym, są dowodami na niecodzienne spotkania z mistrzami? Na szczęście znajomi i przyjaciele Somoroffa nie pozwolili mu na ukrycie takiego skarbu i namówili go na upublicznienie tych zdjęć. Somoroff przejrzał zebrany przez kilkadziesiąt lat materiał, dokonał wyboru i tak powstała książka oraz wystawa, która wędruje po świecie. I dzięki temu wielbiciele fotografii mogą spojrzeć w oczy swoim ulubionym fotografom, o ile oni/one na to pozwolili.

I like photo na facebooku - zapraszam. 

20:46, piece_of_glass , mistrzowie
Link
czwartek, 22 maja 2014
sto lat

100 lat! Tak sobie życzymy wzajemnie przy okazji każdych kolejnych urodzin, ale nie tylko. Do tych stu lat jednym jest coraz bliżej, innym dalej. Ale choć na świecie coraz więcej jest stulatków i stulatek, cyfra to dość abstrakcyjna. Bo jak to: żyć sto lat? A jednak to co nas tak dziś zadziwia, być może niedługo będzie czymś normalnym, zwyczajnym (np. w Japonii już chyba teraz jest, a w Polsce liczba stulatków to blisko 2.500 osób). 

 

fot. Anastasia Pottinger

Spotkaliście kiedyś człowieka, który ma sto lat? Ja osobiście nie, ale natrafiłam na ciekawy projekt, który ukazuje nie tyle życie stulatków, ile ich ciała. I poprzez te ciała o nich opowiada. Wzruszyła mnie ta opowieść.

Autorką projektu jest Anastasia Pottinger. Któregoś dnia spotkała ona ponad stuletnią kobietę, która poprosiła ją o wykonanie zdjęć, a dokładniej aktów. Gdy fotograf przeglądała wykonane na sesji zdjęcia, zdała sobie sprawę, że oto ma przed sobą niezwykły materiał. Zrealizowała projekt poświęcony ludziom, którzy przekroczyli setny rok życia - Centenarians - Stulatkowie.

 


 

 

fot. Anastasia Pottinger

Projekt wywołał bardzo różne reakcje. Oglądając te kadry zastanawiamy się jak my będziemy wyglądać na starość, jak się zmienimy, jak zmieni się nasze ciało, nasz stosunek do niego. Ale dla wielu te zdjęcia przypomną bliskie im osoby: babcie, dziadków i ich delikatną lub szorstką skórę, siwe włosy, zmarszczki oraz całą masę bardzo osobistych historii.

To także interesujący projekt przyjrzenia się człowiekowi z bliska, próba uchwycenia przemijania. Próba wykonana z dużą subtelnością i wyczuciem.
Pottinger pokazuje nam ludzkie ciało z bardzo bliska, nieco abstrahuje, sprowadzając je czasem do pięknej faktury. Ale nie można poprzestać na biernym odbiorze, te obrazy nas emocjonalnie angażują, zmuszają do myślenia. 

 

 

 

fot. Anastasia Pottinger

Niestety, chwilowo strona internetowa fotografki nie działa, dlatego nie można obejrzeć całości projektu, który obejmował 20 zdjęć. U mnie zatem fragment, który udało mi się znaleźć w sieci.

I like photo na facebooku - zapraszam.

22:40, piece_of_glass , portret
Link
poniedziałek, 19 maja 2014
World Press Photo 2014

To jedna z tych wystaw, które oglądam od lat. Od kilku lat moje wrażenia można przeczytać na tym blogu. Nie jestem wielką fanką fotografii prasowej, niemniej jednak niemal co roku potwierdza ona swoją siłę. Siłę opowiadania, szybkiego, skrótowego a zarazem maksymalnie skondensowanego przekazu wiadomości ze świata. 

Niejednokrotnie zdjęcia oglądane na wystawie pokonkursowej World Press Photo urastają do rangi symboli, znaków. Dobrze by stawały się też znakami stop!, by historie które opowiadają nie wydarzały się nigdy więcej. Ale coś mi się zdaje, że to tylko pobożne życzenie, a ci którzy powinni te zdjęcia oglądać nie chodzą na takie wystawy i nie stać ich ani na minutę refleksji...

Wystawa i tak corocznie, przyciąga tłumy chętnych. Co dla mnie oznacza także, że fotografia wciąż jest w centrum zainteresowania wielu osób, niezależnie od wieku, płci, opcji politycznych czy znajomości fotografii. Chcemy by obrazy opowiadały nam historie, chcemy wiedzieć o świecie więcej, więcej niż dostarcza nam codzienna papka informacyjna, która coraz mniej szanuje inteligencję widza/słuchacza/czytelnika. 
I wcale nie chodzi o to, by poprawić sobie humor, że oto ja-widz żyję we względnie bezpiecznym i dostatnim miejscu na Ziemi. Nie, ta wystawa nigdy nie wprowadza w dobry humor, nie pozostawia wrażenia dobrobytu czy samozadowolenia. World Press Photo jest brutalne, odarte ze złudzeń, pozbawione fotograficznych trików, które mamią nas ze stron kolorowych magazynów. To świat taki jaki jest, często w najtragiczniejszych momentach. Choć są też takie fotografie, które niosą nadzieję, zachwycają oko niezwykłym pięknem, zaciekawiają opowieścią, która dzieje się niedaleko nas.

 

fot. John Stanmeyer

Nie wiem na dlaczego tak się stało, ale w tym roku wystawa World Press Photo nie była dla mnie wydarzeniem czy szczególnym przeżyciem. Zwykle jest nieco inaczej: obejrzane fotografie odrywają mnie od codzienności, pozostawiając w odrętwieniu, namyśle nad tym jaki dziwny i nieogarnięty, niezrozumiały jest świat w którym żyjemy. Dlaczego w tym roku tak się nie stało? Nie wiem, choć mam pewne podejrzenia. Śledząc przez cały rok przeróżne strony, blogi poświęcone fotografii siłą rzeczy oglądam mnóstwo zdjęć, wiele zatrzymuje mnie na dłużej, zapamiętuję je. Niektóre z nich trafiają potem do konkursu fotografii prasowej, a ponieważ są znakomite, opowiadają niecodzienne czy często bardzo dramatyczne historie, to są wyróżniane, nagradzane.
W ostatnim czasie idąc na WPP mogę przewidzieć jakie zdjęcia zobaczę. Wcześniej tak nie było. Wystawa była swego rodzaju niespodzianką, zaskoczeniem, a fotografie miały większą siłę oddziaływania także przez to, że były widziane po raz pierwszy, a historie za nimi stojące były opowiadane po raz pierwszy.

Ale nie znaczy to jednak wcale, że wystawy oglądać nie warto. Warto, zawsze warto.
Warto zobaczyć zdjęcie w dużym formacie, a nie w internetowej galerii.
Warto raz jeszcze obejrzeć zdjęcia, nawet te, które nie raz już widzieliśmy, bo na przykład zapowiadają wystawę.
Bo powtórzę to co napisałam chwilę wcześniej: to świat taki jaki jest, często w najtragiczniejszych momentach. Choć są też takie fotografie, które niosą nadzieję, zachwycają oko niezwykłym pięknem, zaciekawiają opowieścią, która dzieje się niedaleko nas.

Jakie kadry w tym roku zwróciły moją uwagę, jakie historie dały się zapamiętać? 

Już od wejścia wita zdjęcie roku 2014 - afrykańskich emigrantów próbujących złapać zasięg dla swoich telefonów komórkowych, zdjęcie Johna Stanmeyera.
A tuż za nim, na następnej ścianie wzrok przykuwają barwne abstrakcje. Trudno jednoznacznie określić na co patrzymy, ale obraz nas fascynuje, wciąga, zaprasza do interpretacji, jest niczym znakomite dzieło sztuki ponowoczesnej. To zdjęcia Polaka - Kacpra Kowalskiego, który uprawia fotografię lotniczą. 

 

fot. Kacper Kowalski

Zdjęcia z góry, z wysokości, z dystansu, oddali jakoś szczególnie mi się podobały w tym roku. Takie jest zdjęcie wędrujących wilków czy czarno-białe zdjęcie narciarza.


fot. Shangzhen Fan

 

fot. Anastas Tarpanov

Ale interesujące były też sytuacje, wydarzenia, ludzie, do których można było podejść blisko.
Poruszające jest zdjęcie z bostońskiego maratonu autorstwa Johna Tlumackiego. 
'Healing Bobby' to przejmująca opowieść o żołnierzu sfotografowana przez Petera van Agtmaela. 
Zaciekawia cykl o egipskich kulturystach i ich matkach - 'Mother and Son' Denisa Dailleux. 

Intrygują zdjęcia o człowieku, który wybrał życie w bardzo bliskim związku z naturą gdzieś w rosyjskiej głuszy - 'Escape' Danila Tkachenko.
Zadziwiają niemal całkiem czarne zdjęcia z Gazy Gianluci Panella'ego. 

Jest człowiek z owcą w samochodzie, czekający na rozładowanie korków z serii Tanyi Habjouqa 'Occupied Pleasures'.
Ale jest też całkiem zwyczajne życie rolników z Transylwanii: zdjęcia niczym z albumu rodzinnego, które niejednemu widzowi przypomni wakacje na wsi. To cykl Reny Effendi 'Transylvania: build on grass'. 
A także opowieść o ostatnich potomkach Wikingów Marcusa Bleasdale'a.


fot. Tanya Habjouqa

 

 

fot. Marcus Bleasdale 

 

fot. Rena Effendi

Te równolegle istniejące światy mają paradoksalnie wiele ze sobą wspólnego.
To nasza teraźniejszość, nasz XXI wiek.
To nasz stosunek do siebie nawzajem, do świata.
To nasza praca, pasje, smutki i radości. Nasze życie. My.

Na wystawie nie zaprezentowano całości cyklów zdjęć, tylko wybrane fotografie.
Dlatego warto zajrzeć na stronę World Press Photo i obejrzeć całość.
A jeśli macie możliwość, warto pójść na wystawę. Bo jak się okazuje, choć na wstępie napisałam, że tegoroczna wystawa nie była przeżyciem, to bardzo dobrych i wartych zobaczenia kadrów jest całkiem sporo.

A jeśli ktoś chce sobie przypomnieć wcześniejsze edycje WPP, polecam: 2013, 2012, 2010, 2009, 2008.
A jeśli interesuje was tematyka fotografii prasowej przypominam książkę

I like photo na facebooku - zapraszam.

19:23, piece_of_glass
Link