autorka bloga:
Agata Ziółkiewicz


kontakt piece_of_glass(at)gazeta.pl





follow on Bloglovin

Follow i_like_design's board photo on Pinterest.


Zawartość bloga: notki, wybór tematów, zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, ale zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note.
I do not have any rights to the photos featured on this page.
All photos are credited to their rightful owners.


polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
poniedziałek, 05 stycznia 2015
nagi Bradley Cooper

Albo: malarskie kadry Tima.

 

fot. Tim Walker; Mark Ruffalo jako David Hockney

Rok 2015 dopiero co się zaczął, a pewien magazyn już serwuje nam zestawienie naj. Tym razem chodzi o najlepsze role hollywoodzkich gwiazd, które w znaczny sposób mają odmienić ich emploi, a tym samym nasze postrzeganie ich aktorstwa. Mowa o Best Performances 2015, liście opublikowanej w lutowym numerze W Magazine. Jak rzeczywiście będzie i czy W Magazine się nie pomylił w tych swoich wyróżnieniach, o tym przyjdzie nam się przekonać w ciągu najbliższych miesięcy, kiedy większość filmów będzie dostępna w dystrybucji w naszym kraju.

A cała sprawa jest o tyle dla mnie ciekawa, że to numer filmowy W Magazine, do którego realizacji zaproszono naszego ulubionego (jednego z wielu naszych ulubionych, bądźmy szczerzy) fotografa. Fotografa, którego nie obawiałabym się nazwać geniuszem. Ponieważ jest niepowtarzalny i zaskakujący, odważny, obdarzony niezwykłą wyobraźnią. Jedyny w swoim rodzaju - Tim Walker

Do realizacji tej sesji Tima Walkera zainspirowała twórczość Davida Hockneya, brytyjskiego malarza i fotografa, mieszkającego i tworzącego od wielu lat w Los Angeles. Stąd intensywność, jaskrawość barw, stąd obrazy składane z kilku polaroidów, pop-art i sztuka nowoczesna. I nuta szaleństwa, nieobca zarówno Walkerowi, Hockneyowi, jak i wielu kreacjom aktorskim, stworzonym przez bohaterów i bohaterki sesji. A przed obiektywem zagościli między innymi: Keira Knightley, Benedict Cumberbatch, Jessica Chastain, Scarlett Johansson, Julianne Moore, Ethan Hawke, Steve Carell, Edward Norton, Michael Keaton czy Meryl Streep, by wymienić tylko kilka nazwisk. (Ciekawe czy potraficie ich rozpoznać na tych zdjęciach).

Sesja jest nieco surrealistyczna. Wyróżnia ją niesamowita siła koloru. Powtarzają się motywy słoneczników (odwołanie do szaleństwa innego słynnego malarza van Gogha?), estetyka retro w stylu lekko psychodelicznych lat 70. A jeśli ktoś zna sztukę Hockneya dostrzeże wiele podobieństw, odwołań, cytatów w tych zdjęciach, które są zarazem bardzo w stylu Walkera.

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Tim Walker

I jasne, że niezwykłe są tu scenografie, kostiumy, charakteryzacja (choć znamy przecież jeszcze bardziej szalone sesje Walkera), ale są też kadry bardzo oszczędne, w których zamknięta jest tylko postać aktora - te również przemawiają z wielką siłą.

 

 

 

 

 

 

 

fot. Tim Walker 

No tak, i jeszcze Bladley Cooper w negliżu (wybaczcie nieco prowokacyjny tytuł notki, samo zdjęcie Coopera jest... co najmniej poprawne).
W sesji wykonano blisko 40 portretów. Sięgnijcie zatem po W Magazine albo zajrzyjcie na stronę internetową magazynu, by obejrzeć jeszcze więcej.
Czytelnikom zaproponowano również kilka różnych okładek magazynu. Trudno byłoby mi się zdecydować na jedną.

 

fot. Tim Walker

ps. tak jakoś się złożyło, że sesją Walkera z Tildą Swinton kończyłam rok 2014. 2015 witam też Timem filmowym. Zapowiada się dobry rok!  

I like photo na facebooku - zapraszam.

23:07, piece_of_glass , film
Link
wtorek, 04 listopada 2014
skacz!

Powiedział: skacz! 
I tak zrobili.

 

Tilda Swinton & Quentin Tarantino 

 

Pedro Almodovar & Penelope Cruz

 

Keanu Reeve & Gael Garcia Bernal

 

Roman Polański & Bruce Willis

 

Aki Kaurismäki & Takeshi Kitano

 

Fanny Ardant & Anouk Aimée

 

David Cronenberg & Tim Burton

 

Kerry Washington & Guillaume Canet

 

Monica Bellucci & Cécile de France

 

Kirsten Dunst & Rebecca Romijn

 

Ian McKellen & Claude Lelouch

 

Patrice Leconte & Takeshi Kitano 

 

Sydney Pollack & Wim Wenders

 

Juliette Binoche & Irène Jacob


Jedni z wdziękiem, radośnie, drudzy może nieco niezgrabnie, ale uroczo, inni walecznie, jeszcze inni elegancko. 
Jest tu całe mnóstwo dobrej energii i radości. Tak to wyglądało na sesji włoskiego fotografa Alexa Majoli, przygotowanej przy okazji 60. Festiwalu Filmowego w Cannes w 2007 roku.

Alex Majoli wcale nie był pierwszym fotografem, który użył tego polecenia w stosunku do swoich modeli. Ani też pierwszym któremu udało się ten trik/gest/ruch wykorzystać, zatrzymać w kadrze. Ale był tym, któremu całkiem zgrabnie to wyszło, prawda?

Pierwszym fotografem który powiedział: a teraz skocz! odbij/wybij się jak potrafisz najlepiej, był Philippe Halsman.
Halsman
 stworzył własną metodę zwaną jumpology (jakby to zgrabnie przetłumaczyć: skokologię?).
Chodziło w niej nie tyle o to, by mieć oryginalne foto, a bardziej o autentyczność. Skacząc, pozująca osoba skupiała się na tej czynności bardziej niż na tym by dobrze wypaść i tym samym istniała szansa, że w kadrze uda się uchwycić autentyczność modela/modelki, jakąś prawdę o człowieku, który już nie gra przed obiektywem. Ta odkryta nieco przypadkiem sztuczka stała się z czasem metodą. Philippe Halsman, kończąc sesję, prosił o skok. I zapisywał go skrzętnie na kliszy. 
Przed i z Halsmanem skakały prawdziwe sławy: prezydent Richard Nixon, Aldous Huxley, Audrey Hepburn, Marylin Monroe i wiele innych. Jednym z najsłynniejszych jego zdjęć jest fruwający w powietrzu Salvadore Dali i koty. 
 
Więcej o Halsmanie można przeczytać tutaj i tutaj, a warto też poszukać fotografii jego autorstwa. 
A i poskakać warto, będzie cieplej! ;) 

I like photo na facebooku - zapraszam. 

23:07, piece_of_glass , film
Link
piątek, 19 września 2014
Garbo

Greta Garbo. Gdyby żyła, wczoraj skończyłaby 109 lat.
Garbo - legenda kina.
Boska Garbo.
Tak o niej pisano, mówiono, tak ją postrzegano.


fot. Clarence Sinclair Bull 

Kobieta - tajemnica. Tak wykreował ją Hollywood, gdzie funkcjonował perfekcyjnie system gwiazd, ale taką też miała osobowość. Paradoksalnie, nie lubiła tłumów, unikała ich, ponoć w scenach zbiorowych zastępowała ją inna osoba.Totalny ekshibicjonizm dzisiejszych celebrytów to drugi biegun tego o co jej w życiu chodziło. Odeszła z zawodu u szczytu popularności, nie tłumacząc wiele, by już nigdy nie pojawić się publicznie (oficjalnie). 
Zawsze się zastanawiałam co w takim razie robiła, czym się zajmowała, jak wypełniała swoje dni? Cóż, mieszkała w Nowym Jorku, więc czasem pewnie wystarczyło wyjść z domu.

Lata temu, kiedy moją pasją był film, czytałam sporo o kinie lat 30., 40., próbując zrozumieć fenomen tej aktorki. Kim była, dlaczego zrezygnowała z zawodu, ukryła się? Ale im więcej wiedziałam, tym więcej było pytań. Pytań bez odpowiedzi. Biografia jaką przeczytałam nie zaspokoiła ciekawości, a wzbudziła lekki niesmak. Czasem lepiej nie wiedzieć wszystkiego, nie wiedzieć więcej. Albo czy też może raczej: nie czytać czyichś domysłów na temat. 

Dziś jej nazwisko nieco może już przebrzmiało i nie budzi wielkich emocji.
A jednak Boska Garbo pozostanie na zawsze Legendą Kina, Tajemnicą.

 

 


fot. Edward Steichen

Jedno jest pewne: pozowała i fotografowała się doskonale. Hollywoodzkie studia zatrudniały specjalistów, którzy pieczołowicie kreowali wizerunek gwiazd ekranu. Ważne było całe mnóstwo elementów: makijaż, fryzura, stroje, spojrzenia, uśmiechy, stylizacja, dekoracje, oświetlenie. Fotografie były ważnym narzędziem promocji zarówno każdego nowego filmu, jak i samej gwiazdy. Stwarzały obrazy półboskich istot, niedostępnych dla zwykłego człowieka. Jedyną możliwością ich spotkania było pójście na seans filmowy.

 

 

materiały promocyjne filmów 'Pocałunek' (1929)i 'Jaką mnie pragniesz' (1932)

Garbo fotografowali znakomici fotografowie. Co ciekawe, z jednym z nich, Cecilem Beatonem, przyjaźniła się całe życie. I jeśli ktoś jest bardzo ciekaw tej prywatnej Grety Garbo to polecam poszukać jego zdjęć. Znajdziecie tam już nie młodą ale wciąż piękną kobietę, uśmiechniętą, zrelaksowaną, z ufnością i spokojem spoglądającą w obiektyw. Owszem, pozującą, ale już bez tej sztuczności jaką narzucały studia filmowe. 

Więcej zdjęć Grety Garbo wykonanych przez różnych fotografów dostarcza strona garboforever.com, zakładka Gallery. Sama strona to istna kopalnia wiedzy na temat Garbo, warto zajrzeć.

 

fot. George Hoyningen-Huené

I like photo na facebooku - zapraszam.

17:39, piece_of_glass , film
Link
sobota, 17 maja 2014
znajdując Vivian Maier

„Pełna paradoksów”. To pierwsze słowa jakie usłyszymy z ekranu na temat bohaterki filmu. Paradoksalna czyli „pozornie prawdziwa lub zawierająca elementy sprzeczne ze sobą; niedorzeczna, absurdalna”. Czy taka właśnie była Vivian Maier? Kim była? Co po niej pozostało? O tym właśnie jest ten film. I nie tylko o tym.

 


„Szukając Vivian Maier”
to opowieść o jednej z największych sensacji w świecie fotografii, a zarazem o jednej z większych tajemnic. To także opowieść o ciekawości, cierpliwości, pasji. Opowieść o geniuszu, samotności, wyborach. O pracy niani i pracy fotografa jednocześnie. Opowieść o Chicago i Amerykanach.

A przede wszystkim jest to film nie tyle o szukaniu ile o znajdowaniu, jak głosi oryginalny tutuł „Finding Vivian Maier”. Wszystko zaczęło się od aukcji i znalezienia skrzyni pełnej negatywów. John Maloof znalazł przypadkiem skarb, który zmienił całe jego życie. 

Ale oglądając ten film pomyślałam, że tak naprawdę cała ta historia wydarzyła się dzięki niezwykłemu szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. To przypadek sprawił, że John poszedł akurat na tę a nie inną aukcję i natrafił na stare negatywy. To przypadek sprawił, że John usiadł i przyjrzał się zdjęciom, uznał za dobre i nie pozbył się ich po prostu po tym gdy okazały się nieprzydatne do jego pracy. Przypadkiem okazał się właściwą osobą: inteligentną, wykształconą na tyle, by wiedzieć, że ma w rękach coś wartościowego. To przypadek sprawił, że wrzucając je w internet rozpoczęła się jego niesamowita przygoda, która z czasem stała się pasją i pracą na cały etat.

Bo choć John Maloof wygląda niczym przeciętny amerykański student, to łączy w sobie wiele cech, które bardzo się całej tej historii przydały: jest ciekawy, dociekliwy, bystry, wytrwały. Ma w sobie pasję, dzięki której świat mógł usłyszeć o kobiecie, o fotografce, która równie dobrze mogła przepaść na zawsze w gigantycznych amerykańskich przechowalniach albo zwyczajnie trafić na śmietnik.

Zatem John zabiera nas w swój świat i wraz z nim próbujemy znaleźć Vivian Maier. Zadanie nie jest szczególnie łatwe. A to czego się o niej dowiadujemy często zaskakuje, wpędza w konsternację. Pozornych sprzeczności, pustych miejsc i znaków zapytania jest całe mnóstwo. Nie zawsze dostaniemy odpowiedź. 

Jedna rzecz pozostaje niezmienna. Jej fotografie.
Niezmiennie zachwycają, fascynują, wzruszają, opowiadają historie.
Historie smutne, śmieszne, ciekawe, banalne a jednak niepowtarzalne.

Vivian Maier była niezwykle bystrą i wrażliwą obserwatorką życia.
Nie bała się podejść blisko. Blisko ludzi, blisko życia. Nie odwracała się od scen nieprzyjemnych, wręcz przeciwnie.
Warto posłuchać tego co mówią o niej i o jej pracach znani fotografowie: Joel Meyerowitz i Mary Ellen Mark. Są pełni uznania dla jej talentu, wydaje się, że bez większych wątpliwości są skłonni wpisać ją do historii fotografii tuż obok wielkich nazwisk. A taki właśnie jest cel Johna Maloofa: by Vivian Maier nie tyle zaistniała, ile zajęła właściwe jej miejsce.

W filmie „Szukając Vivian Maier” przeplatają się dwa wątki. Jeden dotyczy dzieła Vivian, drugi - jej życia. Bo o ile jej fotografie są już znane i rozpoznawalne (choć wciąż znamy małą część tego co zdołał odnaleźć Maloof), o tyle sama fotografka pozostaje postacią enigmatyczną, ulotną i... pełną paradoksów. Słuchając opowieści jej podopiecznych i pracodawców z trudem udaje się nam odtworzyć jej portret. Chwilami trudno ją lubić. I choć Amerykanie określają ją przymiotnikiem „ekscentryczna”, oznacza to wszystko i nic tak naprawdę. 

Vivian Maier była inna, była osobna, miała swoje tajemnice, swoją pasję i swoje wariactwa. Nie mieściła się w żadnym schemacie. Miała swój własny świat i pomysł na życie. Wykonywała pracę, która zapewniała jej utrzymanie i zarazem pozwalała realizować największą pasję: fotografować. Była dziwna, ekscentryczna, owszem, ale była też inteligentna, wrażliwa, ciekawa świata. Wydaje się, że przy innym zbiegu okoliczności mogłaby być znakomitym dziennikarzem, fotoreporterem.

Zaskakujący i pasjonujący to był seans, spotkanie z Johnem Maloofem i Vivian Maier.
Niezwykle rzadko zdarza mi się oglądać film dokumentalny w kinie, na dużym ekranie, z taką ciekawością. I co dziwniejsze, sądziłam, że nic mnie już nie zaskoczy, bo przecież tę historię znam, śledzę niemal od początku blog, a potem stronę Maloofa. A jednak... to spotkanie w kinie było niezwykle zajmujące. Pozwoliło nie tylko poznać całość opowieści o znalezieniu Vivian Maier, ale także nasunęło wiele refleksji na temat ludzkich wyborów, życia, sposobu bycia, relacji międzyludzkich. I także dlatego warto ten film zobaczyć, najlepiej w kinie. Bardzo polecam.

A ja czekam na ciąg dalszy, bo przecież prace nad spuścizną Maier wciąż trwają, negatywy są skanowane, odbitki przygotowywane, archiwum porządkowane. Być może za czas jakiś pojawią się nowe fakty, być może ktoś podejmie się napisania biografii Maier.
Póki co dostępne są pierwsze albumy z jej fotografiami, wystawy zdjęć jeżdżą po całym świecie, i także w Warszawie, w Leica Gallery można aktualnie obejrzeć zdjęcia tajemniczej Vivian Maier. Warto znaleźć dla siebie Vivian Maier.

  

 
I like photo na facebooku - zapraszam. 

13:31, piece_of_glass , film
Link
poniedziałek, 24 marca 2014
Kubrick fotograf

Zanim stał się słynnym i poważanym (acz nie zawsze dobrze rozumianym i łatwym w odbiorze) reżyserem, scenarzystą, montażystą i producentem filmowym; zanim na zawsze zapisał się w historii kina swoimi filmami - zajmował się fotografią.
Doskonały to wstęp do zawodu.

Fotografia była obecna w jego domu, jego ojciec pasjonował się nią (drugą miłością były szachy). I to on pokazał mu sekrety tej sztuki, pozwolił korzystać ze sprzętu i ciemni.  
Miał 17 lat gdy jego zdjęcia rozpoczął współpracę z magazynem 'Look'.
Reportaż, fotografia uliczna, portret.
Bystre i czułe oko.
A później pochłonęła go całkowicie i na całe życie przygoda filmowa. 


Warto pochylić się na moment nad tymi kadrami. Te fotografie 
opowiadają bowiem niezwykłe historie. Zarówno wtedy, gdy rejestrują sceny uliczne, życie codzienne i niecodzienne (kulisy teatralne, filmowe, cyrkowe), jak wówczas gdy chwytają chwile wyciszone, kameralne, kiedy pozornie niby nic się nie dzieje.
Oto Ameryka lat 40. i 50.
Oto Stanley Kubrick - fotograf. 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Stanley Kubrick

O Kubricku-fotografie więcej można przeczytać także tutaj - polecam. 

I jeszcze jedna informacja: od maja do września Muzeum Narodowe w Krakowie zaprezentuje dużą wystawę poświęconą Kubrickowi. Częścią ekspozycji będą także autorskie zdjęcia, jak również fotosy filmowe. Więcej na temat wystawy tutaj oraz na stronie muzeum.

I like photo na facebooku - zapraszam.

20:05, piece_of_glass , film
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7