autorka bloga:
Agata Ziółkiewicz


kontakt piece_of_glass(at)gazeta.pl





follow on Bloglovin

Follow i_like_design's board photo on Pinterest.


Zawartość bloga: notki, wybór tematów, zdjęć jest moim wyborem i jako takie moim dziełem. Nie mam praw do zdjęć umieszczanych na blogu, ale zawsze wskazuję autora lub stronę pochodzenia.

Blog chroniony jest prawem autorskim.
Nie zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie bloga
w internecie lub publikacjach drukowanych bez mojej zgody.
(Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Note.
I do not have any rights to the photos featured on this page.
All photos are credited to their rightful owners.


polska baza stron

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | film | książka | mistrzowie | moda | odkrycia | one photo | portret | vintage
RSS
środa, 29 października 2014
Historia fotografii

Trudno znaleźć słowa by opisać tę książkę. Powiem krótko: trzeba ją mieć!
I na tym już mogłabym zakończyć sprawę. Jednak nie mam napisać tzw. blurba a recenzję. Zatem koniec z narzekaniami, zaczynamy zmagania.

„Historia fotografii” to solidny tom, po który, nie zważając na ciężar i ilość stron, koniecznie powinien sięgnąć każdy kto interesuje się fotografią.
To zdanie to wciąż za mało, by na tym mogła zakończyć. Bo nie uwierzycie mi tak łatwo na słowo, prawda?

 


Wydawnictwo Arkady wydało książkę piękną, ważną i ciekawą.
Oto przed nami na ponad pięciuset stronach pasjonująca opowieść o fotografii.
Wiem, ilość stron może przerażać a nawet zniechęcać, ale nie róbcie tego, proszę! Sądzę bowiem, że znakomita większość z tych setek stron bardzo was zainteresuje. Ponadto, to nie jest książka do czytania ciągiem, to książka do zaglądania, podczytywania po rozdziale, dwóch, trzech na raz, książka do sprawdzania szczegółów, porządkowania swojej wiedzy, a może też i szukania inspiracji.

„Historia fotografii” to opowieść, która z jednej strony prezentuje pewne tendencje, nurty, rodzaje fotografii, a z drugiej z uwagą i skupieniem pochyla się nad sylwetkami fotografów, oraz bardzo szczegółowo omawia wybrane zdjęcia. 

To książka, która uczy jak czytać fotografię.
Pokazuje jak ważne są szczegóły, jak bardzo są znaczące, jak wiele komunikują. Wybrane zdjęcie dzielone jest na mniejsze fragmenty, które są opisywane i interpretowane w kontekście czasów w których powstało. Towarzyszy mu krótki rzeczowy opis sylwetki fotografa. Mając w rękach te informacje w efekcie potrafimy odczytać zawarte w kadrze treści.

A zarazem, i niemal jednocześnie, tom prezentuje szerszy kontekst - społeczny, kulturowy, polityczny, obyczajowy - dla rozwoju fotografii, powstałych w różnych czasach zdjęć. Dzięki kalendarium, które pojawia się przy kolejnych działach, łatwiej wyobrazić sobie, unaocznić czasy, kiedy dany rodzaj fotografii pojawiał się czy też zdawał się dominować.

To co mnie ucieszyło to nie tylko to, że mogę ponownie pochylić się i poznać na nowo zdjęcia wcześniej już widziane, ale także to, że znalazłam wiele nowych kadrów. Być może wielu nazwisk tam brakuje, ale ci najważniejsi fotografowie są na pewno.

Książka stara się obejmować wszystkie najważniejsze gatunki fotografii. Rzeczą naturalną i konieczną był tu jednak wybór. A ten, jak sądzę, był naprawdę niełatwy. Tym bardziej, że fotografia to medium wciąż żywe i rozwijające się, wbrew temu co słychać co jakiś czas. 

„Historia fotografii” wydana została bardzo starannie: twarda oprawa, dobry papier, ciekawy i bardzo czytelny rozkład materiału przy naprawdę ogromnej ilości informacji. Ksiażka zawiera również słownik terminów, indeks, podaje źródła cytatów, prawa autorskie do zdjęć.

A na zakończenie... ok, przyznam się, choć może porządnemu recenzentowi nie wypada. Nie przeczytałam tej książki. Zostawiam ją sobie na długie zimowe wieczory, a póki co przeglądam z coraz to większą radością, że taki tom posiadam. Czego i wam szczerze życzę. 

I like photo na facebooku - zapraszam. 
 

Historia fotografii.
Red.naukowa: Juliet Hacking; przedmowa: David Campany
Wydawnictwo ARKADY, 2014 

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Arkady za książkę. 

23:35, piece_of_glass , książka
Link Komentarze (2) »
środa, 23 kwietnia 2014
Znaki szczególne

Tym razem, wyjątkowo, oddaję głos komuś innemu. A to dlatego, że chciałabym was zachęcić do zajrzenia do pewnej książki.
Dla jednych będzie to nieco sentymentalna może podróż w czasy dzieciństwa, mniej lub bardziej beztroskie.  
Dla innych - niezwykła podróż w czasy z nie tak znów dalekiej przeszłości, czasy bez internetu i wielu rzeczy, które (pozornie) ułatwiają nam życie. 
Całość przenosi nas w czasie, odrobinę tylko, niedaleko.

Każdy z nas ma takie swoje 'miejsca prywatne', miejsca znaczące, przedmioty, zachowane albo zapamiętane, czasem symbole a czasem zwyczajnie pamiątki. 
I tęsknimy nie tyle za tym żeby powrócić do tamtych lat, bardziej może chcielibyśmy odzyskać tamtych siebie: ciekawych, głodnych świata i przygód, nawet nieco naiwnych i niemądrych. Ta książka może nas tam zabrać, pomóc naszej pamięci albo przywrócić niektóre wspomnienia, które zagubiliśmy w szalonym biegu naszej codzienności.

Warto zajrzeć do tej książki nie tylko ze względu na tekst, ale i zdjęcia. 
'Znaki szczególne' Pauliny Wilk z fotografiami Kuby Kamińskiego. 

 

Najlepiej miażdżył monety ekspres Moskwa-Berlin, który przejeżdżał po trzeciej po południu. To był w ogóle najlepszy pociąg, najważniejszy. Mijał nas najszybciej i najbardziej obojętnie, z taką gwałtownością i powagą, że odsuwaliśmy się od torów dalej niż zwykle. Śledziliśmy wagony, wypatrując sypialnych i kuszetek opisanych w obcych językach.

 

Przychodziłam na dworzec o czwartej rano, żeby złapać pierwszy pociąg do domu. Z nogami ciężkimi po pracy w nocnym klubie, gdzie jako kelnerka obsługiwałam "młode wilki" polskiego biznesu, spacerowałam wzdłuż peronu, wypatrując w tunelu błysku świateł. Mijałam ciała bezdomnych, ułożone równo pod ścianą, obleczone śpiworami i kocami. Obserwowałam je, sprawdzając, czy co noc zjawia się ta sama grupa. Liczba osób mniej więcej się zgadzała, podobnie jak kolejność, w jakiej kładły się do snu.

 

Byliśmy klientami dorastającymi w kapsule przyspieszonej edukacji konsumenckiej. Nie kupowaliśmy nowości w ciemno, by sprawdzić, jak smakują. Ich wartość znaliśmy już z reklam, puszczanych przed Wieczorynką, która też się gwałtownie umiędzynarodowiła. 

 

Podziały zarysowały się tak precyzyjnie, jakby istniały od zawsze, tylko dotąd przysypane były warstwą kurzu. Teraz na nowo nas określiły. Wizyta w kiosku czy dużym sklepie Społem już nie gwarantowała spotkania z kimś znajomym - mnożyły się małe sklepiki, prywatne inicjatywy, wokół których gromadziły się osobne grupy klientów, manifestujących swoją konsumencką lojalność, a jednocześnie odgradzających się od innych. Ostentacyjnie omijane Społem brało cięgi za kilkadziesiąt lat spożywczego socjalizmu, choć nowych towarów miało w bród.

 

Mój tata jest zdecydowanym przeciwnikiem wyrzucania czegokolwiek. Altankę przekształcił w bezterminowe sanatorium dla sprzętów, które wcześniej zostały upchnięte w pawlaczu, następnie zniesione do piwnicy, wreszcie - wyeksmitowane na działkę. Tam ostatnich dni doczekał radiomagnetofon Kasprzak, przyjaciel moich pierwszych muzycznych fascynacji.

Więcej:


I like photo na facebooku - zapraszam. I tym razem szczególnie zapraszam, bo czeka tam na was niespodzianka.

21:02, piece_of_glass , książka
Link
wtorek, 17 grudnia 2013
czytajmy

Coś wam chciałam pokazać.
I nie chodzi tylko o to, że to zdjęcia prawdziwego mistrza.

 

fot. Steve McCurry

Ale zanim zdjęcia - słów kilka.
Mówi się, że czytelnictwo w Polsce wciąż spada, ludzie tłumaczą się, a bo książki drogie, że nas na nie stać.
Zapomina się o darmowych (!) bibliotekach (a to zapomnienie idzie z różnych kierunków, nie pamiętają czytelnicy, władze tym bardziej wolą nie pamiętać niestety, bo niby sport ważniejszy), księgarnie znikają po cichu, marketowe giganty sprzedają już niemal wszystko tylko nie książki. Smutne to bardzo, zwłaszcza jeśli pamięta się czasy gdy czytali dziadkowie, rodzice, szczególnie w jesienno-zimowe wieczory siedziało się i czytało, choć nie tylko wtedy. I nie było w tym nic niezwykłego. O książkach się rozmawiało, polecało się je sobie nawzajem.

Książka po cichu, niepostrzeżenie znika z naszego świata, z naszego życia. Można mówić, że to nie ma znaczenia, że zmieniły się formy, bo są audiobooki i czytniki. Zmieniły się czasy. A jednak patrzę wokół i widzę, jak nam społeczeństwo zwyczajnie schamiało, zgłupiało, zeszło na psy. Czyta się byle jakie gazety (choć to określenie i tak zbyt szacowne dla niektórych tytułów), a tych gazetach pseudowiadomości o niczym, w dodatku nie zawsze po polsku poprawnie napisane. W szkołach nie czyta się lektur, tylko ich fragmenty. Na studiach - skrypty, prezentacje. I w kółko rozwiązuje się testy, nie bacząc na ile to w ogóle jest sensowne, czy sprawdza cokolwiek poza... umiejętnością zdawania testów.
Jakoś nikomu wcześniej nie przyszłoby do głowy nie czytać. A dziś? Dziś niektórzy się tym chlubią i nie widzą w tym absolutnie nic złego czy nagannego. Tylko później dziwimy się głośno, że poziom debaty publicznej jest żenujący, że młodzi nie potrafią normalnie rozmawiać, że zwiększyła się tolerancja na wiele sytuacji które de facto są skandaliczne, że plenią się rozmaite paranoje. Chcąc nie chcąc też w tym wszystkim uczestniczymy, jakkolwiek by nas to oburzało i jak bardzo dobrze chcielibyśmy myśleć o sobie.

Ech... długo bym mogła pisać, bo mnie to jakoś dotyczy, denerwuje, boli, zastanawia. I sama przyznaję, nie jestem bez winy: odkąd wpadłam w nałóg blogowania czytam dużo dużo mniej. Ale kiedy tylko uda mi się znaleźć chwilę, szybko przypominam sobie jaka to jest przyjemność! 

I tę radość lektury, ciekawość świata, wspólne albo samotne, nie nie, wcale nie samotne, bo z książką czy gazetą chwile widać na tych zdjęciach, które po nieco przydługim wstępie prezentuję z naprawdę dużą frajdą.
Cały świat czyta, a ty?

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

fot. Steve McCurry

Zdjęć jest znacznie więcej, z całego świata. Trochę tak jakby był to jeden z tematów Steve'a McCurry'ego. Można je zobaczyć tutaj albo zabawić się w samodzielne ich tropienie na stronie fotografa. 

A co czytać? Jeśli interesuje was fotografia, to tutaj wrzuciłam kilka poleceń. 
Nie czekaj. CZYTAJ! CZYTAJMY!

I like photo na facebooku - zapraszam.

23:29, piece_of_glass , książka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 19 marca 2013
Serge i Jane

Serge Gainsbourg i Jane Birkin. Niezwykła para.
Żyli i tworzyli razem. Nawet kiedy już nie byli ze sobą, nie mogli żyć bez siebie.
Książka Sylvie Simmons to fascynująca biografia, ciekawie napisana, choć trzeba przyznać z brytyjskiej perspektywy, a to bywa czasem irytujące.
Trzeba podkreślić, że właściwie drugą autorką książki jest Jane Birkin, bo to jej słowa, jej wspomnienia znacząco współtworzą portret Gainsbourga i ich wspólnego życia.

Ale to nie tylko opowieść o słynnych ludziach, ale też o tym jak tworzy się legenda.

A i w tym, prócz pisania melodii i tekstów piosenek, był Serge niezły.
Bez skandali żyć nie potrafił, uzależniony nie tylko od papierosów czy alkoholu, ale i od nieustannego szumu wokół własnej osoby.

Opowieść uzupełniają zdjęcia. 
Najważniejsze, poza tym okładkowym które mówi całą prawdę o kreacji Serge'a, jest to zrobione przez Richard Melloula.
Są razem, ale osobno. Każde patrzy w swoją stronę. Francuz i Angielka.
Dwie osobowości związane z sobą na zawsze. 


fot. Richard Melloul

W książce jest ono czarno-białe, umieszczone tak, że ma się wrażenie, że patrzą oni na siebie. Znaczące. 

Czy warto przeczytać tę książkę? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć, mam mieszane odczucia. Choć tak, warto. I jednocześnie dobrze jest mieć pod ręką internet, by posłuchać piosenek o których mowa, zobaczyć ludzi o których mowa i obejrzeć wszystkie te skandalizujące zdjęcia Serge'a i Jane.


 

Sylvie Simmons: Serge Gainsburg
Wyd. Marginesy

I like photo na facebooku - zapraszam. 

19:46, piece_of_glass , książka
Link
niedziela, 24 lutego 2013
fotografowanie ludzi

Niebiesko-zielone oko przyciąga wzrok.
Pod spodem tytuł książki: 
Fotografowanie ludzi. O tworzeniu prawdziwych portretów.

Jeśli kiedykolwiek marzyło się wam fotografowanie ludzi, a nie wiedzieliście od czego zacząć - zacznijcie od przeczytania tej książki.

 


Jej autor, Chris Orwig, poprowadzi was pewną ręką przez niełatwy proces zamykania w kadrze ludzi w taki sposób, który pozwala na tworzenie obrazów szczerych i autentycznych. 
Pięć części tej książki to trzydzieści jeden ćwiczeń. Jeśli podejmiecie wyzwanie by przejść cały kurs to jestem niemal pewna, że wasze portrety będą niezwykłe.

Każda z części dotyczy spraw ważnych. I choć niektóre stwierdzenia czy zasady są wam pewnie dobrze znane, to warto je sobie przypomnieć. Zatem zaczynamy od podstaw, gdzie mowa jest między innymi o stylu i wytrwałości, by następnie przejść do etapu opowiadania. W tej części dowiemy się o związkach fotografii z poezją, o tym jak sprawić by zdjęcie przemawiało, miało właściwy sobie wydźwięk.
Dalej będzie o tym jak budować kontakt z osobą fotografowaną. Tu autor proponuje w jednym z ćwiczeń wykonanie autoportretu, po to by łatwiej nam było wczuć się w sytuację modela. Kto próbował ten wie, że autoportret to nie lada wyzwanie.
Dlaczego tak ważne jest zbudowanie relacji w czasie sesji, dlaczego potrzeba nam, fotografującym wyciszenia? Jak te elementy wpływają na zdjęcia, które robimy? Odpowiedź na te pytania w kolejnych rozdziałach książki. 

Ćwiczenie czyni mistrza. To wie każdy, kto próbował naprawdę coś osiągnąć, począwszy od tego jak jeździć rowerem. A zatem ćwiczyć trzeba, ćwiczyć warto. Ale przy okazji dobrze jest też dobrze się bawić. W kolejnej części książki Orwig skupia się na relacji pomiędzy światłem a autentyzmem, nieostrością a przemijaniem. Podpowiada jak fotografować najbliższych nam ludzi, rodzinę, dzieci. Następnie przypomina jak ważny jest punkt widzenia, kompozycja czy znalezienie ram.
Jak złapać życie na zdjęciu, jak zamknąć w kadrze optymizm, żywotność, radość? Czytajcie, a znajdziecie odpowiedź.
W ostatniej, piątej części książki Chris Orwig mówi wprost: zrób to po swojemu. Skoro znasz już zasady, zrobiłeś pewną ilość zdjęć to teraz kombinuj po swojemu. Bądź sobą. 

Wydawać by się mogło, że to wszystko jest bardzo poważna sprawa. Ale kiedy czyta się tę książkę wrażenie jest wręcz przeciwne. Tak jakby jej autor nieustannie powtarzał: pozwól się prowadzić, posłuchaj moich wskazówek. Często mówi: nie zniechęcaj się, szukaj, pomogę ci. Konkretnie, rzeczowo i spokojnie wprowadza w temat i ćwiczenie. Wyjaśnia cele edukacyjne każdego zadania, podaje wskazówki, określa wyraźnie kolejne etapy działania. Na koniec podrzuca też dalsze inspiracje - pracy jakich fotografów warto się przyjrzeć, co poczytać. Dodaje też cytaty, które warto zapamiętać.

Na stronach tej książki spotkamy też takie znakomitości jak Rodney Smith czy Douglas Kirkland, ale też spojrzymy w twarz ludziom zupełnie obcym, ale naprawdę pięknie i prawdziwie sfotografowanym. 

Chris Orwig jest szczery, bezpośredni i szczodry. Dzieli się swoją wiedzą, swoimi zdjęciami, ale też własnymi przemyśleniami, pasją, swoim życiem. To osoba, którą chciałoby się poznać osobiście, bo zaraża energią i radością. Na początek zajrzycie do jego książki „Fotografowanie ludzi”, bardzo gorąco polecam.To jedna z lepszych książek o fotografowaniu jakie miałam w ręce.

A niektórzy być może znają już autora, bowiem parę lat temu pojawiła się inna jego książka „Poezja obrazu” (ja pędzę nadrobić tę zaległość).
I na koniec osobista uwaga: tak naprawdę to dla mnie „Fotografowanie ludzi” nie jest jedynie książką o fotografii. To książka, która zachęca do rozwoju, poszukiwań, pasji. Niepowtarzalne spotkanie.  

Chris Orwig: Fotografowanie ludzi. O tworzeniu prawdziwych portretów.
Wyd. Helion, 2013 
 

Dziękuję Wydawnictwu Helion za książkę i możliwość jej zrecenzowania.

I like photo na facebooku - zapraszam.

18:58, piece_of_glass , książka
Link
 
1 , 2 , 3